Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Osobliwy dom pani Peregrine. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Osobliwy dom pani Peregrine. Pokaż wszystkie posty

26 stycznia 2019

Jason REKULAK / WYWIAD z amerykańskim pisarzem i wydawcą, autorem "Niemożliwej fortecy” / Dobra Komplementarne: recenzje i wywiady.


Jason Rekulak dotąd był przede wszystkim wydawcą książek w Quirk Books, gdzie m.in. opublikował kilka bestsellerów New York Timesa, w tym “Osobliwy dom pani Peregrine” Ransoma Riggsa [recenzja tutaj] czy “Dumę i uprzedzenie i zombie” Jane Austen i Setha Grahama-Smitha. „Niemożliwa forteca” to jego debiutancka powieść – zupełnie różna od tego, co wydawał. Jedną z ciekawych rzeczy, które robi, by promować swoje dzieło, jest darmowa gra stylizowana na lata 80.

Okres dorastania Rekulaka (lata 80.) mocno determinuje treść „Niemożliwej fortecy” – jako dziecko, prócz czytania i wymyślania przeróżnych historyjek, pasjonował się też informatyką, choć, jak przyznaje, bardzo cenił sobie epokę sprzed Internetu. Być może pokłosiem owej nostalgii do tamtych czasów jest i to, że pomimo cyfrowej rzeczywistości, nadal regularnie wysyła listy i pocztówki... Rozmawiamy, prócz tradycyjnych pytań o nową książkę, o tym, jak jego własne doświadczenia przeplatają się z literacką fikcją, o fachu pisarza i wydawcy, słówko o grach, planach na przyszłość, a także o tym, czy na co dzień sam jest romantykiem. Zapraszam!

>> RECENZJA "NIEMOŻLIWEJ FORTECY":  KLIKNIJ TUTAJ <<

Twoja ulubiona gra komputerowa to…
Byłem wielkim fanem tekstowych gier przygodowych (takich jak "Adventure" czy "Zork" lub dowolna inna autorstwa [firmy komputerowej] Infocom). Nie jestem pewien, ile z nich zostało przetłumaczonych na inne języki, ale może w Polsce macie własne wersje wspomnianych gier? Dodam, że jedna z wymyślonych przez bohaterkę mojej powieści - Mary Zelinsky - gier to w rzeczywistości hołd złożony „Zorkowi”.


14 lipca 2017

Podróż i przygoda / Ransom Riggs „Miasto cieni”

Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska    *









Jak najkrócej scharakteryzować „Miasto cieni” Ransoma Riggsa? PODRÓŻ I PRZYGODA. Albo inaczej: podróż, której efektem będzie fascynująca i wyjątkowo osobliwa przygoda.









Kontynuacja „Osobliwego domu pani Peregrine” (recenzja tutaj) rozpoczyna się tym samym zdjęciem, którym skończyła się część pierwsza, a więc z marszu powracamy w głąb tej osobliwej historii. Miałem wręcz wrażenie, że autor napisał od razu dwie części – około 700 str. - a potem jakby gdyby wziął nożyczki i przygotowany materiał przeciął mniej więcej na pół. Argumentem za jest też fakt, iż poziom, jak i styl Riggsa w ogóle nie uległy zmianie. Jednak charakter książki i zmiana akcentów już tak.

Proporcje gatunkowe przechylają się w stronę baśni, przynajmniej w początkowej fazie i to też dla mnie osobiście nie było idealne rozwiązanie, choć trzeba przyznać, iż autor rozsądnie dozuje dawkę danego gatunku.

Osobliwą gromadkę nie tylko pozbawiono domu – symbolu ostoi i bezpieczeństwa, ale także ukochanej pani Peregrine – ich opiekunki i mentorki. Mali bohaterowie zmuszeni są wyjść z dotychczasowej strefy komfortu, zdani tylko na siebie, w długiej i wyczerpującej podróży w nieznane. Niewątpliwą cechą „Miasta cieni” jest to, iż niemal każda z osobliwych postaci otrzyma przysłowiowe „pięć minut” na to, aby wykazać się swoimi umiejętnościami, a tym samym dopomóc grupie w dalszej wędrówce.

3 czerwca 2017

Dom rozmaitości / Ransom Riggs „Osobliwy dom pani Peregrine”

*
Wiecie co, tak naprawdę sięgając to tę książkę, nie warto zagłębiać się w zarys fabuły, gdyż można odebrać sobie sporo przyjemności podczas lektury. Przystępując do czytania, sam wiedziałem o niej tyle co nic (przyciągnęło mnie coś innego niż opis, ale o tym później), i sądzę, że wystarczy Wam jedno zdanie:

BYŁ SOBIE CHŁOPIEC, KTÓRY MIAŁ NIEZWYKŁEGO DZIADKA…


Resztę poniższego wprowadzenia można pominąć.


Starszy pan od najmłodszych lat wnuka opowiadał mu niezwykle barwne i wciągające historie ze swojego życia. O ludziach i miejscach, które widział. Chłopak, imieniem Jacob, był przeciwieństwem dziadka – zupełnie przeciętny; senior bardzo mu imponował i zrodziło się w głównym bohaterze pragnienie wyrwania się z młodzieńczej rutyny i zasmakowania w czymś nietuzinkowym – marzył o byciu podróżnikiem i odkrywcą. Jednak z biegiem lat chłopak (już nastolatek) zaczynał powątpiewać w prawdziwość historii swojego idola, a to za sprawą nie tylko większej wiedzy, ale również ze względu na pojawiające się informacje i podejrzenia burzące obraz wspaniałego dziadka, które stawiały go w złym świetle. Lecz Jacob nie usłyszy wyjaśnień od samego zainteresowanego, a…

…zdanie wypowiedziane przez dziadka: ”Musiałem uciekać przed potworami” nabierze w tej książce absolutnie niejednoznacznego i wyjątkowego wymiaru.


„Osobliwy dom pani Peregrine” to pierwszy fragment czteroczęściowego (na tę chwilę) cyklu. Kolejne tytuły to „Miasto cieni”, „Biblioteka dusz” oraz mające się ukazać 14 czerwca „Baśnie osobliwe”.

To była jedna z tych publikacji, które pojawiają się znienacka i automatycznie wskakują bez kolejki na pierwsze miejsce listy „co będę teraz czytać”. Przekartkowałem kilka początkowych stron ze ZDJĘCIAMI i wiedziałem już, że muszę ją przeczytać. Trzeba zacząć od tego, iż stare FOTOGRAFIE są kręgosłupem i punktem wyjścia dla tego dzieła. Myślę, że wpływ na oryginalność, wyjątkowość oraz świetne uzupełnianie się wizualno-fabularne książki miał sam autor – to nie tylko pisarz, ale także fotograf, który wzbogacił „Osobliwy dom…” ZDJĘCIAMI własnego autorstwa, uzupełniając je egzemplarzami zbieranymi od wielu lat. Są one jak najbardziej prawdziwe, każde ma swoje źródło oraz autora.

Nie ujmując nic Riggsowi-pisarzowi, to właśnie ZDJĘCIA są z pewnością głównym źródłem niepokoju, a dla niektórych może nawet czegoś więcej. Przemawia do mnie estetyka owych FOTOGRAFII, ich sędziwość oraz to, jak pozują „modele” – ta ich śmiertelna powaga. Poszczególne ZDJĘCIA poprzedzone są zawsze książkowym opisem, tak żeby czytelnik najpierw zmusił wyobraźnię do pracy, a dopiero potem mógł skonfrontować swój wytwór z upiornym oryginałem. Jednym słowem – rewelacja!
Parafrazując pewne angielskie przysłowie: W krainie wzrokowców zdjęcia są królami.