Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Olde Heuvelt Thomas. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Olde Heuvelt Thomas. Pokaż wszystkie posty

17 marca 2018

Thomas Olde Heuvelt / WYWIAD z holenderskim pisarzem, twórcą powieści "HEX" / Dobra Komplementarne



Thomas Olde Heuvelt (na zdjęciu) to holenderski pisarz, znany w Polsce (tylko) dzięki powieści HEX wydanej nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka, ale tak naprawdę to autor pięciu powieści i licznych opowiadań. Miałem przyjemność rozmawiać z tym miłym i szalenie otwartym pisarzem! Jest on zapalonym wspinaczem wysokogórskim, podróżnikiem, udziela się także w mediach społecznościowych. Wspólnie rozbieramy HEX na czynniki pierwsze, poszukujemy istoty holenderskiej mentalności; nie obyło się też bez niewygodnych pytań i rozważań na tematy trudne i trudniejsze. Wywiadzie pochylam się zarówno nad powieścią, jak i samą osobą pisarza.
Serdecznie zapraszam do przeczytania mojego wywiadu z Thomasem Olde Heuveltem. Gwarantuję, że o pisarzu dowiedziecie się wielu ciekawych i nieporuszanych dotąd kwestii!

>> RECENZJA POWIEŚCI "HEX":  

Pytanie na rozgrzewkę: poświęciłbyś syna czy Sudan?
Ha, wredny początek! Na to pytanie nigdy nie ma dobrej odpowiedzi. Ale niech będzie, jeśli chodzi o mojego własnego chłopca, poświęciłbym Sudan. Tak jak wszyscy.

Czy posiadasz jakieś doświadczenie ze zjawiskami paranormalnymi? Może przykładowo odwiedziłeś nawiedzony dom w swoim kraju lub w pobliżu albo coś w tym stylu?
Nie. Niekoniecznie wierzę w rzeczy, o których piszę, a przynajmniej nie w te nadnaturalne. Jestem trochę niechętny, by nazywać historie o duchach prawdziwymi, ponieważ zawsze są to relacje z drugiej ręki. Nie było mnie tam, nie mam żadnej możliwości zweryfikowania takiego doświadczenia, więc naturalnie zamieniam to w opowieści. Może ludzie widzą cień, czy coś w rodzaju „zniekształcenia” ich wyobraźni, albo coś, czego w ogóle tam nie było, co było zdecydowanie martwe. Chciałbym bardzo pewnego dnia zobaczyć ducha. Ale nie, odkąd umarłem, przestałem wierzyć w duchy. [Przypis red.: Ostatnie zdanie jest najprawdopodobniej żartem… ale kto wie…]

25 listopada 2017

Człowieczeństwo od najgorszej strony / Thomas Olde Heuvelt „HEX”

Pewnie wielu z Was zaciekawi fakt, że „HEX”, który niedawno pojawił się na półkach polskich księgarń to właściwie druga, można by rzec, zamerykanizowana wersja na wskroś holenderskiego pierwowzoru sprzed 4 lat. Książki różnią się przede wszystkim lokalizacją  (zamiast holenderskiej wioski, amerykańskie miasteczko) oraz zakończeniem, nie wspominając już o nieco zmienionych nazwiskach bohaterów. Pierwszy „HEX” spodobał się na tyle, że znaleźli się chętni do przetłumaczenia książki na angielski, co pozwoliło tej historii na zaprezentowanie się szerszemu gronu odbiorców, a samemu autorowi otworzyło drzwi do pomajsterkowania przy swoim oryginale. Uważam, że warto o tym wspomnieć, gdyż takie zabiegi przy beletrystyce nie należą do codzienności. Jak zapewnia autor, jego „HEX 2.0” (sam wychodzi z propozycją takiej nazwy), jest lepszy: bardziej dopracowany i straszniejszy. Niestety nie miałem okazji porównania obu wersji; szkoda też, że po raz kolejny nie dane było polskiemu czytelnikowi zasmakować powieści grozy rozgrywającej się w małym, europejskim kraju, zanurzyć się w rodzinnej „krainie depresji” pisarza. Ale takie to już czasy, gdzie najlepiej sprzedają się mroczne opowieści o amerykańskich miasteczkach. Zatem witajcie w pozornie uroczym Black Spring, usytuowanym nieopodal Nowego Jorku, w dolinie rzeki Hudson.

Mieszkańcy miasteczka żyją normalnym życiem: pracują, uczą się i spotykają wieczorami przy kolacji. Jest tylko jeden problem - ludzie stamtąd są przeklęci, a cała historia sięga XVII w.  Wtedy to Katherine została oskarżona o czary i skazana na śmierć; jednak od lat, już jako wiedźma, wędruje po mieście, „ubrana” w łańcuchy, z zaszytymi oczami i ustami. Miasteczko zmieniło się diametralnie, odkąd Katherine po raz pierwszy rozpoczęła swój widmowy spacer. Dziś to grupa w większości świeckich ludzi, nie wierzących już w duchowy świat, a jednak zobowiązanych do zachowania tajemnicy, bo gdyby owa sensacja rozlała się po wielkim świecie, prędzej czy później znalazłby się chętny do uwolnienia wiedźmy i otwarcia jej oczu oraz ust, których spojrzenie i szept, jak twierdzą lokalni, niesie jedynie pewną zgubę. Robią więc, co mogą, czuwając nad poczynaniami Katherine dzięki zaawansowanemu systemowi nadzoru i specjalnie oddelegowanej do tego grupie osób. A wszystko po to, by ukryć wiedźmę przed niemającymi o niczym pojęcia ludźmi z zewnątrz. I było tak przez ponad 350 lat, dopóki wewnątrz grupy nie pojawili się buntownicy gotowi złamać powszechnie obowiązujące zasady bezpieczeństwa: zarówno ci młodsi, jak i starsi.