Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yrsa Sigurdardóttir. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yrsa Sigurdardóttir. Pokaż wszystkie posty

15 lipca 2017

Ostatni rejs / Yrsa Sigurdardóttir „Statek śmierci”

Pewnego wieczoru w porcie zbiera się grupka ludzi. Wszyscy oczekują wpłynięcia luksusowego jachtu, żeby powitać swoją rodzinę i przyjaciół. Jednak zamiast serdecznych przywitań i uścisków, na twarzach oczekujących maluje się trwoga i zdumienie. Otóż jacht jest kompletnie opustoszały. Wskutek tego, do prawniczki Thory zgłaszają się bliscy rodziny, która uczestniczyła w feralnym rejsie, w tym pewnego bankowca, który miał dopilnować, aby statek wrócił bezpiecznie do Islandii. Chodzi oczywiście o ustalenie, co stało się z pasażerami i czy będzie możliwe wypłacenie ubezpieczenia oraz jaki los czeka małą dziewczynkę, której rodzice zaginęli i pozostała tylko z dziadkami.

Mały jacht, z nietypową załogą (zamiast wykwalifikowanego członka załogi płynie bankowiec z rodziną), zdany na łaskę potężnego, niewybaczającego błędów, żywiołu. To moje czwarte spotkanie z najsłynniejszą islandzką autorką. Jak zwykle, kolejność czytania poszczególnych części cyklu nie jest istotna, nie trzeba więc kierować się datą wydania. Akurat ten wolumin pojawił się jako szósty. „Statek śmierci” to w równym stopniu kryminał, jak i przysparzający mocnych wrażeń thriller, czyli stan normalny u tej pisarki.

23 kwietnia 2017

Dwie historie, jedno zakończenie / Yrsa Sigurdardóttir „Pamiętam cię”

*


Książka łączy w sobie dwie różne historie, które pod koniec stapiają się w jedną, spójną całość. Sam początek to trójka młodych przyjaciół, wybierających się właśnie na opuszczoną o tej porze roku wyspę, na której czeka na nich dom - przyszły pensjonat do wyremontowania. Karkołomne to zadanie, tym bardziej, że wydają się nie być jedynymi na wyspie. Zaraz potem spotykamy doktora Freyra, który stracił ukochanego syna, a teraz policja prosi go o konsultacje przy pewnej dziwnej sprawie włamania.


Akcja książki toczy się dwutorowo. Rozdziały naprzemiennie informują nas o losach poszczególnych bohaterów. Wydaje się, iż pozornie nic dwóch wątków nie łączy, jednak Yrsa bardzo udanie je splata, prowadząc czytelnika do naprawdę mocnego zakończenia, sprawiając, że z każdym rozdziałem chętniej odnajdujemy zależności między nimi. 
„Pamiętam cię” została zaprezentowana jako horror. Z pewnością to mroczna historia, z duszną i osaczającą atmosferą (głównie na wyspie), i czyta się ją z zainteresowaniem, ale raczej bez lęku, który byłby mile widziany w przypadku owego gatunku. Może dlatego, iż to zdecydowanie więcej niż kolejny, jałowy horror. Yrsa Sigurdarđóttir kładzie równocześnie duży nacisk na wątek kryminalny oraz obyczajowy. 

Historia przyjaciół przez zdecydowaną większość przypomina typowy horror, i właśnie ta część książki to najsłabsze ogniwo „Pamiętam cię”. Nie różni się niczym od typowego, schematycznego hollywoodzkiego horroru w konwencji „jedziemy na totalne zadupie, na pewno będzie zajefajnie!” Na tym etapie, co do fabuły, nic nas nie zaskoczy. I w tym miejscu czas na główny zarzut wobec powieści – skoro horror, to musi straszyć. Niekoniecznie tak jest, choć nie można odmówić książce tego, że potrafi zasiać w czytelniku ziarno niepokoju. Dopiero, wraz z końcem, wątek przyjaciół zyskuje na wartości. Yrsa akcentuje psychologię bohaterów, znajdujących się w coraz trudniejszej sytuacji na wyspie. Ekstremalne okoliczności, jakich doświadczają, sprawiają, że dotychczas przywdziewane maski spadają: wychodzą na jaw prawdziwe stosunki, motywacje oraz antypatie, i jest  to o niebo lepsze, niż wcześniejsza konwencja hollywoodzkiego horroru, pozbawiona tzw. drugiego dna. 
Zdecydowanie lepszy i bardziej nieprzewidywalny jest wątek doktora, który intryguje czytelnika od samego początku. cały czas utrzymując równy, dobry poziom. To właśnie ta część kryminalna książki, choć osobiście bardziej przypomina mi thriller. 

3 kwietnia 2017

Tajemnicza islandzka prowincja i trup / Yrsa Sigurdardóttir "Weź moją duszę"











Yrsa 
Thora
w akcji















Zaczynamy lekturę, gdy główna bohaterka – prawniczka Thora staje przed nie lada zadaniem rozwiązania „pocztowej” zagwozdki. Zaraz potem dzwoni do niej były klient - Jonas, ekscentryczny właściciel luksusowego hotelu spa. Twierdzi, że miejsce na którym się pobudował jest nawiedzone przez duchy, a to w oczywisty sposób uderza w jego interesy, zniechęcając do miejsca klientów, jak i samych pracowników ośrodka. W międzyczasie dochodzi do brutalnego morderstwa, a dowody każą upatrywać właśnie w kliencie Thory – Jonasie, głównego podejrzanego. 

„Weź moją duszę” to druga część cyklu o prawniczce Thorze, której przychodzi rozwiązywać nietypowe i zawiłe zagadki kryminalne. To flagowy „produkt” najlepszej islandzkiej autorki. Zapewniam, że można zacząć lekturę od tej książki, nie przeszkadza to w niczym.


Powieść wciąga od pierwszych zdań, za sprawą świetnego prologu, w którym poznajemy pewną małą dziewczynkę. Już na dzień dobry, Yrsa daje nam próbkę swoich możliwości – udowadniając opanowanie sztuki doboru odpowiednich słów do wywarcia na czytelniku zamierzonego wrażenia.
Podoba mi się warsztat pisarski autorki, imponująco buduje zdania, często bardzo rozbudowane. Jest świetną narratorką. Umiejętnie, z dużym wyczuciem i lekkością, kreśli wielowątkową fabułę. Wydaje się być osobą metodyczną, nie pozostawia miejsca przypadkowi, wszystko w książce jest od początku zaplanowane, a Islandka, niczym wytrawny cyrkowiec, żongluje wątkami w książce.

Tragiczna i ponura historii sprzed lat owiana tajemnicą, która mocno determinuje współczesną rzeczywistość. Stąd też moje skojarzenia z „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet”. Świetna, niepozwalająca o sobie zapomnieć jeszcze długo po lekturze, tragiczna historia rodziny byłych właścicieli ziemi, w której powstał pensjonat. Wyblakłe zdjęcia w starych skrzyniach, rodzinne tabu, niemal każdy ma coś do ukrycia: grzechy swoje i swoich bliskich. Wątki z przeszłości i teraźniejszości płynnie się przeplatają.

Wielu podejrzanych, z których każdy ma motyw i okazję do popełnienia zbrodni, ponieważ autorka robi wszystko, aby utrudnić wytypowanie mordercy i przeciąga zabawę z książką do samego końca. Zresztą bohaterowie sami proszą się o podejrzewanie ich – Yrsa kreśli nam obraz butnych, nieufnych i opryskliwych Islandczyków.

Czy naprawdę siły paranormalne odgrywają w powieści znaczącą role? Tego do końca nie wiemy, tak samo jak tego, czy mamy do czynienia tylko z „czystym” kryminałem, czy może z czymś więcej. Jedno jest pewne, realny czy wymyślony, bardzo dobrze działa na nastrój oraz całą tajemniczą otoczkę książki.
Pięknie zbudowany klimat powieści, wypełniający każdą wolną przestrzeń tej historii. Mroczny, ciężki, przygnębiający. Tajemnicza islandzka prowincja osnuta mgłą, zabobonami i niechęcią do obcych.
Znakomita wielowarstwowa fabuła, umiejętne wyważenie wątków: kryminalnego jak i społeczno-obyczajowych. Świetnie przedstawiona Islandia – piękna, dziewicza, a zarazem mroczna i dołująca.

Uwagi:
a) Mapa potrzebna od zaraz! Niezbędna żeby poukładać sobie w głowie wszystkie elementy lokalizacji, np. tunelu, który odgrywał kluczowa rolę, w ogóle nie potrafiłem zobrazować go sobie w przestrzeni względem innych obiektów.
b) Tytuł wzięty z powietrza, w ogóle mi tu nie pasuje… ale co tam tytuł, ot kaprys autorki.
c) Momentami pomocnik Thory irytuje i nuży, pozbawiony własnego zdania, chodzi za prawniczką jak pies i tylko przytakuje. Na szczęście czasem potrafi wybudzić się z letargu i wtedy wszystko wraca do normy.


„Weź moją duszę” to moje pierwsze spotkanie z twórczością Yrsy Sigurdardóttir. Spotkanie niezwykle udane, które rozbudziło we mnie chęć przeczytania kolejnych jej powieści. 
Książka ta bez wątpienia gra w pierwszej lidze. intryguje, skłania do zadumy, ale nierzadko też bawi. Przemyślany, soczysty, wciągający kryminał. 100% koncentratu, bez rozcieńczaczy. Zostaje w głowie na długo po zakończeniu lektury.
Uważam, że po przeczytaniu tej książki, autorka zasługuje, aby pofatygować się i nauczyć jej nazwiska, a epitety na okładce odnośnie powieści, wcale nie są nadużyciem.


Ocena: 8/10