Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Koryta Michael. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Koryta Michael. Pokaż wszystkie posty

20 sierpnia 2017

W tym wieku nie można lepiej / Michael Koryta „Hymn Smutku”

Tłumaczenie: Radosław Januszewski   
Dziś o najlepszym – moim zdaniem – dziele autora, jakie ukazało się dotąd w języku polskim.

„Ed Gradduk nie raz wchodził w konflikt z prawem. Ale prywatny detektyw Lincoln Perry nie wierzy, że jego kolega z dzieciństwa byłby zdolny do zabójstwa. Wszczyna śledztwo, by znaleźć prawdziwego mordercę. A jego chłodny profesjonalizm zmienia się obsesję, gdy Ed ginie podczas próby ucieczki. Od podejrzanej dzielnicy, w której obaj dorastali, przez komendę policji w Cleveland, po biuro prokuratora – Perry musi wytropić, co kryje się za śmiercią przyjaciela. Jest mu to winien. Bo kiedyś zrobił coś, co wystawiło ich przyjaźń na najcięższą próbę.”

Michael Koryta swoją pierwszą książkę w ogóle (i pierwszą z cyklu: Lincoln Perry *) napisał, mając – uwaga - 22 lata! „Hymn smutku” pojawił się 2 lata później, gdy autor był dwudziestoczterolatkiem. Ogółem pisarz ma na koncie 12 książek – na polski przetłumaczono, za sprawą 2 wydawnictw, jedynie 5 tytułów, nad czym ubolewam.

Michael Koryta
*Cykl o prywatnym detektywie Lincolnie Perrym, byłym policjancie, który teraz zajmuje się prowadzeniem siłowni oraz rozwiązywaniem kryminalnych zagadek wraz z bardzo cenionym i doświadczonym byłym gliną – Joe Pritchardem. W wielu amerykańskich recenzjach cykl Koryty porównywany jest do powieści Raymonda Chandlera.

Bardzo szybko zostałem wciągnięty w mroczny świat Cleveland i niechętnie się stamtąd wynurzałem. Prawdziwą przyjemnością było zwiedzanie tylnych uliczek i zakamarków owego miasta, zwłaszcza dzielnicy dzieciństwa detektywa Perry’ego. Pary prywatnych detektywów (obaj z policyjną przeszłością) Lincolna i Joe nie da się nie lubić. Zwłaszcza Joe zrobił na mnie dobre wrażenie jako głos rozsądku, źródło doświadczenia i facet z udanym poczuciem humoru: „Co ci mówiłem o opanowaniu? Nie chcemy zaczynać od łamania rąk. Przecież facet ma place.”

15 sierpnia 2017

Młody pisarz i może / Michael Koryta „Martwy trop”

Tłumaczenie: Dariusz Ćwiklak 
Miło znów wrócić do tego młodego autora (w dodatku mojego imiennika), a w szczególności do cyklu o dwójce prywatnych detektywów Perry-Pritchad…

„Trochę po północy, w bezksiężycową październikową noc zamordowano człowieka, którego nie znosiłem. Policja zaczęła szukać podejrzanych ludzi, którzy mieli zatarg z Jeffersonem. Na szczycie tej listy znalazłem się ja. Prywatny detektyw Lincoln Perry był wschodzącą gwiazdą policji w Cleveland, ale jego kariera skończyła się, kiedy pobił szanowanego prawnika. Miał powód: Alex Jefferson odbił mu narzeczoną. Teraz jednak Jefferson został bestialsko zamordowany, a wdowa dzwoni do Perry’ego z rozpaczliwą prośbą. Detektyw wie, że nie powinien się zgadzać, ale nie może odmówić kobiecie, którą kiedyś kochał. Szybko odkrywa, jak wielki popełnił błąd...”

Pewnie wielu z Was nie wie, że w swojej ojczyźnie, tj. Stanach Zjednoczonych, Michael Koryta jest bardzo doceniany, o czym mogą świadczyć nagrody w prestiżowych konkursów literackich oraz liczne wyróżnienia i nominacje. To autor kilkunastu powieści – rocznik ’82. Pierwszą książkę (i pierwszą z tego cyklu) popełnił w wieku 22 lat! Znalazłem też informację, że jego dzieła przetłumaczono na 20 języków. To, że Koryta to absolwent prawa na pewno nie jest tak ciekawe, jak fakt, iż wcześniej parał się dziennikarstwem śledczym oraz funkcją… prywatnego detektywa, czyli dokładnie tak samo, jak dwaj główni bohaterowie jego serii. Ale wróćmy już do omawianego tytułu.

Na polskim rynku występują trzy części cyklu Perry-Pritchad, ale tak naprawdę wyszły już cztery, z tym że ta ostatnia nie została jeszcze przetłumaczona. Mam nadzieję, że taka sytuacja nie potrwa zbyt długo, choć i tak już trwa… Dobrze, gdyby Wydawnictwo Amber domknęło ową serię, bo ona zwyczajnie na to zasługuje.

9 kwietnia 2017

Świetny debiut młodziutkiego pisarza / Michael Koryta "Ostatnie do widzenia"

*


John Weston, ojciec Wayne’a i dziadek Betsy, nie wierzy w to, że jego syn najpierw zabił żonę i córkę, a potem sam odebrał sobie życie. Policja obstaje przy takiej wersji, a starszy pan za wszelką cenę chce poznać prawdę. Mają mu w tym pomóc dwaj prywatni detektywi, cena nie gra roli. Zagłębiając się w tę sprawę coraz bardziej, nie sposób nie narazić się wpływowym i niebezpiecznym ludziom, którzy za wszelką cenę będą bronić swoich interesów. Zaczyna się walka o życie i prawdę.


„Ostatnie do widzenia” to pierwsza książka Michaela Koryty w ogóle i pierwsza z trzech części o dwójce prywatnych detektywów Perry-Pritchard. Napisał ją w wieku 22 lat! („Hymn smutku” – następna cześć serii - pojawia się 2 lata później). 
„Lincoln Perry to ja, a Joe Pritchard jest moim partnerem. W branży byliśmy zaledwie pół roku, a już udało nam się narobić sporo długów”. Obaj to byli policjanci, z bardzo różnym stażem. Perry, oprócz tego, że tropi ludzi, jest właścicielem siłowni „Uliczka Potu”.

Najpierw przeczytałem „Hymn smutku” (czyli zacząłem od 2. części) i dlatego postaram się porównać obie książki. W debiucie intryga nie jest aż tak sprytnie zagmatwana, jak w „Hymnie smutku” i nie trzyma do końca w tak dużej niepewności, za to mamy więcej akcji, sensacji, a historia dzieje się w kilku różnych miejscach. Pozornie dość szybko odkrywamy odpowiedzi na główne pytania, jednak czyhające zagrożenie wcale nie maleje i będzie wisieć nad bohaterami do końca. Pozornie wydaje nam się, że już wszystko wiemy, a reszta książki będzie nudna. Tak się nie dzieje, akcja jest wartka, a poza tym na końcu autor przygotował dla nas jeszcze jedną niespodziankę. Przetestuje nią nasze i bohaterów sumienie. 

W nocie od wydawcy dowiadujemy się, że czekają na nas „inteligentne, zwięzłe, cięte dialogi przyprawione cierpkim humorem”. I tak rzeczywiście jest. Bardzo polubiłem poczucie humoru autora a najśmieszniejsza scena to ta z AIDS w tle.
„-Gdzie jest Kinkaid?
-Siedzi naprzeciwko mnie.
-Gracie w szachy?”
Dowiemy się również, dlaczego Lincoln Perry ma na imię Lincoln; poznamy jego bogate i burzliwe losy; Koryta nie zapomni przybliżyć nam sylwetki drugiego z detektywów – Pritcharda. 
„Ostatnie do widzenia” to ponadto wątki damsko- męskie; jak jedna relacja między bohaterami przypadła mi do gustu (i to w obu częściach), tak druga już niekoniecznie. Ale Koryta nie wdaje się w jakieś romanse i zręcznie wycofuje się w odpowiednim momencie.