![]() |
| * |
Wiecie
co, tak naprawdę sięgając to tę książkę, nie warto zagłębiać się w zarys
fabuły, gdyż można odebrać sobie sporo przyjemności podczas lektury.
Przystępując do czytania, sam wiedziałem o niej tyle co nic (przyciągnęło mnie
coś innego niż opis, ale o tym później), i sądzę, że wystarczy Wam jedno zdanie:
BYŁ
SOBIE CHŁOPIEC, KTÓRY MIAŁ NIEZWYKŁEGO DZIADKA…
Resztę
poniższego wprowadzenia można pominąć.
Starszy
pan od najmłodszych lat wnuka opowiadał mu niezwykle barwne i wciągające
historie ze swojego życia. O ludziach i miejscach, które widział. Chłopak,
imieniem Jacob, był przeciwieństwem dziadka – zupełnie przeciętny; senior
bardzo mu imponował i zrodziło się w głównym bohaterze pragnienie wyrwania się
z młodzieńczej rutyny i zasmakowania w czymś nietuzinkowym – marzył o byciu podróżnikiem
i odkrywcą. Jednak z biegiem lat chłopak (już nastolatek) zaczynał powątpiewać
w prawdziwość historii swojego idola, a to za sprawą nie tylko większej wiedzy,
ale również ze względu na pojawiające się informacje i podejrzenia burzące
obraz wspaniałego dziadka, które stawiały go w złym świetle. Lecz Jacob nie
usłyszy wyjaśnień od samego zainteresowanego, a…
…zdanie
wypowiedziane przez dziadka: ”Musiałem uciekać przed potworami” nabierze w tej
książce absolutnie niejednoznacznego i wyjątkowego wymiaru.
„Osobliwy
dom pani Peregrine” to pierwszy fragment czteroczęściowego (na tę chwilę) cyklu.
Kolejne tytuły to „Miasto cieni”, „Biblioteka dusz” oraz mające się ukazać 14
czerwca „Baśnie osobliwe”.
To
była jedna z tych publikacji, które pojawiają się znienacka i automatycznie
wskakują bez kolejki na pierwsze miejsce listy „co będę teraz czytać”.
Przekartkowałem kilka początkowych stron ze ZDJĘCIAMI i wiedziałem już, że
muszę ją przeczytać. Trzeba zacząć od tego, iż stare FOTOGRAFIE są kręgosłupem
i punktem wyjścia dla tego dzieła. Myślę, że wpływ na oryginalność, wyjątkowość
oraz świetne uzupełnianie się wizualno-fabularne książki miał sam autor – to
nie tylko pisarz, ale także fotograf, który wzbogacił „Osobliwy dom…” ZDJĘCIAMI
własnego autorstwa, uzupełniając je egzemplarzami zbieranymi od wielu lat. Są
one jak najbardziej prawdziwe, każde ma swoje źródło oraz autora.
Nie
ujmując nic Riggsowi-pisarzowi, to właśnie ZDJĘCIA są z pewnością głównym
źródłem niepokoju, a dla niektórych może nawet czegoś więcej. Przemawia do mnie
estetyka owych FOTOGRAFII, ich sędziwość oraz to, jak pozują „modele” – ta ich
śmiertelna powaga. Poszczególne ZDJĘCIA poprzedzone są zawsze książkowym opisem,
tak żeby czytelnik najpierw zmusił wyobraźnię do pracy, a dopiero potem mógł
skonfrontować swój wytwór z upiornym oryginałem. Jednym słowem – rewelacja!
Parafrazując pewne angielskie
przysłowie: W krainie wzrokowców zdjęcia są królami.
