Czy
chciałbyś, aby dziewczyna napisała specjalnie dla ciebie minigrę? Dla mnie
nigdy żadna nie napisała... Teraz wiem, ile straciłem i jakie to ekskluzywne i
rozczulające uczucie!
Gdy
jesteś czternastolatkiem, masz prawo, a nawet obowiązek do popełniania błędów.
Ci „bezbłędni” nastolatkowie są, moim zdaniem, niewiarygodni i z urzędu podejrzani.
Ale spokojnie – w „Niemożliwej fortecy” takowych nie ma…
Historia
„Niemożliwej fortecy” rozpoczyna się w maju 1987 r., w czasach, gdy „Bernard Goetz miał proces za zastrzelenie
czterech młodych ludzi w podmiejskim pociągu. Gary Hart zrezygnował z kampanii
prezydenckiej po przyznaniu się do romansu z Donną Rice. Coraz więcej ludzi
umierało na tajemniczą chorobę AIDS.” A Billy Marvin z małego miasteczka Wetbridge,
w stanie New Jersey, książkowy protagonista i zarazem narrator, po chwili
dodaje: „Nie znałem szczegółów tych
historii i tak naprawdę mało mnie obchodziły. Interesowały mnie tylko
czasopisma dotyczące oprogramowania komputerowego.” Bo chociaż w szkole
radzi sobie bardzo przeciętnie, mając chociażby ogromne problemy z przedmiotem
o nazwie „skały i strumienie”, to będąc w domu, z powodzeniem programuje gry
wideo na swoim Commodorze 64, jak również nie wyobraża sobie wolnego czasu bez
towarzystwa dwóch czternastolatków, swoich kumpli i rówieśników: Alfa (nie
tylko imieniem, ale i wyglądem przypominającego słynnego kosmitę z
telewizyjnego show) i Clarka (przykuwającego uwagę wszystkich dziewcząt
przystojniaka z pewnym fizycznym defektem). Urządzają oni dysputy o popkulturze,
maratony z grą Monopol, nieskończone godziny przed telewizorem, wypady do kina
czy beztroskie przejażdżki na rowerze. Sielankę trzech licealistów burzy pojawienie
się nowego wydania Playboya, w którym można podziwiać samą Vannę White – ukochaną
i dumę wszystkich Amerykanów, prowadzącą popularny program telewizyjny „Koło
Fortuny”.
Oczywiście
nastolatkowie desperacko chcą zapoznać się z najnowszymi zdjęciami. Ale jest jeden
problem: to czasy przed Internetem (i łatwo dostępną pornografią), a żaden
sklep nie sprzedaje pisma dla dorosłych nieletnim, tak więc Playboy dla kumpli
urasta do rangi Świętego Graala: bezcenny i wręcz niemożliwy do zdobycia. Billy,
Alf i Clark wymyślają jeden plan po drugim, aby ujrzeć swój kobiecy ideał. To,
co wydawało się łatwą misją, zamienia się w coś, co wydaje się niemożliwe. W
swoich próbach dotarcia do nagich zdjęć są tak naiwni, jak zabawni. I oto
zaczyna się "Operacja Vanna", dzięki której na drodze Billy’ego
pojawia się Mary Zelinsky - córka właściciela pobliskiego sklepu; inteligentna,
tak samo jak on kochająca komputery i niezwykle uzdolniona w programowaniu gier.
Oboje zatem są nieco zarozumiałymi komputerowymi geekami.
![]() |
Tak rozpoczyna się każdy rozdział |
„Niemożliwa
forteca” daje asumpt do wielotorowego jej rozpatrywania, bo oprócz skrupulatnie
podkreślanego przez autora powrotu do czasów sprzed ery komórkowej, gdzie „rozmowy przy użyciu poczty elektronicznej
często ciągnęły się tygodniami”, przypominając „wysyłanie wiadomości w butelce”, uwypuklają się też dwa główne
wątki: próba zdobycia najnowszego nr Playboya oraz szansa dla
głównego bohatera na rozwijanie pasji programisty. (Ciekawe jest też tło
rodzinno-ekonomiczne zarówno samego Willy’ego, jak i Mary.) Można zatem czytać
powieść, by przekonać się, czy chłopcy zdobędą zakazane pismo; jak potoczą się
losy Billy’ego i Mary albo powspominać to, co minione.
A
skoro już przy nostalgii jesteśmy, to czytelnicy po lekturze książki prawdopodobnie
podzielą się na dwa obozy: tęskniących za prostotą życia przed Internetem i tych
ogromnie wdzięcznych za to, że już nie żyją w tamtych czasach! Bo faktem jest,
że „Niemożliwa forteca” oferuje niezliczone – głównie popkulturowe - odwołania
do lat 80. (seriale, gwiazdy kina, kwestie technologiczne, gry
wideo czy piosenki). Ale
na pewno istnieją lepsze sposoby na budowanie melancholijnego klimatu niż
częste bombardowanie czytelnika przeróżnymi nazwami bądź nazwiskami
charakterystycznymi dla wspomnianej dekady. To potrafi zirytować, tak samo jak
nieustanne przypominanie, że mamy 1987r.
Warto też zaznaczyć, iż znaczenie tytułu odkrywamy stosunkowo szybko,
a potem, w trakcie, nabiera innego, nowego wymiaru - ewoluuje w oczach czytelnika wraz z postępem czytania.
Książka
jest swoistą afirmacją omylności człowieka, zwłaszcza tego młodego,
dojrzewającego. Dotyka też tematu nastoletniej przyjaźni oraz osłabianej przez
burzę hormonów czy labilność emocjonalną lojalności zarówno względem siebie,
jak i swoich bliskich. Bo to także historia o wierności własnym wartościom, o
podążaniu za marzeniami oraz o dokonywaniu wyborów i nauce o tym, co tak
naprawdę w życiu ważne. Rekulak jakby starał się nam powiedzieć, że czasami
najlepiej sprawdza się rozwijanie własnej pasji, bo taka postawa potrafi
przyciągnąć inne pozytywne wydarzenia. I jeszcze o tym, że pozory mogą mylić! Bo
wiele postaci nas zwodzi - tu każdy prowadzi swoją… grę. A sam autor czasem zaskakuje, dodając sporo zwrotów akcji:
niektóre są naprawdę ciekawe, podczas gdy inne sprawiają, że kwestionuje się
działania bohaterów…
Debiut
staje się mniej interesujący w drugiej połowie, a to z powodu kolejnego,
bardziej złożonego, planu nastolatków na zdobycie Playboya. Tam nie tylko
sytuacja, w którą wikłają się bohaterowie, wydaje się lekko absurdalna, ale też zmienia się klimat opowieści - niestety, kryminalny
przekręt i następujące po nim duże odkrycie nie są wiarygodne albo inaczej –
średnio tu pasują.
Natomiast
styl Rekulaka jest tak wizualny, a jego opowieść na tyle zgrabna, że nie zdziwi
mnie fakt jej zekranizowania. Książkę napisał lekko i przystępnie, mimo
poruszanych niekiedy kwestii informatycznych – adekwatnie, jak sądzę, do tej
historii. Do przeczytania w 1-2 wieczory.
Na koniec:
„Niemożliwą fortecę” przeczytałem bardzo sprawnie. Polubiłem ją za
przewrotność, słodko-gorzkie nadzienie oraz szereg scen, które pozostaną w
mojej pamięci z pewnością dłużej niż cała opowieść - jej siłą są poszczególne
sceny i wątki, ale już jako całość nie wydaje się aż tak spektakularna. Bo Rekulak
w swoim debiucie, mam wrażenie, zachowuje się lekko asekurancko, przede wszystkim wystrzegając się większych błędów, dążąc przy tym do sympatycznej podczas lektury poprawności i lekkości. Nazwałbym to „bezpiecznym debiutem”, bo jest obiecująco! To też prosty
fabularnie konstrukt, ale i odświeżający, który parokrotnie oferuje możliwość
przeżycia głębszych emocji. Pełno w nim drobnych, nostalgicznych szczegółów i popkulturowych
odniesień, które sprawiają, że „przedinternetowa” era lat 80. naprawdę ożywa. (Patrząc
pod tym kątem najlepszymi ekspertami, a zarazem sędziami będą ci czytelnicy,
którzy, tak, jak książkowi czternastolatkowie, dorastali w tamtych czasach.)
Przygotujcie się na „przewiewne” i czarujące – momentami zabawne i wzruszające – love story, jak również opowieść o dojrzewaniu, opartą tak na eksploracji młodzieńczej
miłości, jak przyjaźni i wreszcie – na zagubienie w retro świecie z czasów
8-bitowych gier wideo. Powieść ta sytuuje się gdzieś pomiędzy literaturą dla
dorosłych a tzw. young adult. Ma szansę spodobać się szerokiemu gronu
czytelników – być może sięgnie po nią zarówno młodzież, jak i rodzice. Będąc
nieco ambitniejszą rozrywką, doskonale nadaje się do poczytania między bardziej
wymagającymi powieściami. A sam Rekulak jest świetny, gdy łącząc więź głównych
bohaterów do informatyki, konstruuje tak naprawdę więź między nimi samymi.
Ocena: 7/10
Premiera "Niemożliwej fortecy": 5.02.
Chcesz zagrać w GRĘ inspirowaną książką? Wystarczy kliknąć w link poniżej!
- - - > > jasonrekulak.com/game
Za możliwość przeczytania dziękuję:
Jason Rekulak, Niemożliwa forteca (The Impossible Fortress); Przeł. Wiesław Marcysiak. Poznań: Zysk i S-ka, 2018.
Wow, brzmi świetnie, nie dość, że jest trójka kumpli, to jeszcze oni wraz z tą dziewczyną są totalnymi geekami. Yay! :D Akurat nawiązań do lat osiemdziesiątych nie lubię, ale czasem mam ochotę na książkę, w której będzie występowała miłość, a która nie będzie okropnie banalna i płytka, lecz ambitna i niosąca jeszcze jakieś przesłanie. Rzadko to się zdarza, ale się zdarza, dlatego zapamiętam sobie ten tytuł :D.
OdpowiedzUsuńBardzo zachęcająco napisana recenzja, może samej książki szukać nie będę, ale jeżeli trafie w bibliotece to wezmę do poczytania, żeby sprawdzić, czy zatęsknię za czasami przed internetem, których było więcej niż tych z ineternetem.
OdpowiedzUsuńTo nie mój klimat, ostatni nie mam ochoty na nic "gorzkiego" :)
OdpowiedzUsuńJuż mam tyle książek na liście do przeczytania, ze póki co nie ośmielę się dodać czegokolwiek. Ale po tej recenzji zapamiętam ten tytuł ;)
OdpowiedzUsuńRecenzja fantastyczna, dziękuję, choć tego typu książki to nie moje klimaty.
OdpowiedzUsuńBrzmi ciekawie, chociaż ja od miesiąca utknęłam z lekturą jednej książki i nie zanosi się na zmiany.
OdpowiedzUsuńSuper! Zapisuję do projektu "koniecznie od przeczytania"! :D
OdpowiedzUsuńCiekawy wstęp, zaintrygował mnie ;)
OdpowiedzUsuńZycie przed internetem, teraz brzmi jak matrix, ale ja jeszcze je pamiętam. Zapisuje tytuł i poszukam w bibliotece :)
OdpowiedzUsuńTo coś w stylu mojego męża, polecę mu twoją propozycję. Bo ta książka to totalnie nie moje klimaty.
OdpowiedzUsuńWłaśnie przeczytałem, chciałem porównać własne wrażenia z wrażeniami innych i muszę przyznać, że zgadzam się w stu procentach. Przy okazji fajna recenzja!
OdpowiedzUsuń