Pokazywanie postów oznaczonych etykietą romans. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą romans. Pokaż wszystkie posty

24 stycznia 2018

[Przedpremierowo] Billy Vanna Mary / Jason Rekulak "Niemożliwa forteca"

Czy chciałbyś, aby dziewczyna napisała specjalnie dla ciebie minigrę? Dla mnie nigdy żadna nie napisała... Teraz wiem, ile straciłem i jakie to ekskluzywne i rozczulające uczucie!

Gdy jesteś czternastolatkiem, masz prawo, a nawet obowiązek do popełniania błędów. Ci „bezbłędni” nastolatkowie są, moim zdaniem, niewiarygodni i z urzędu podejrzani. Ale spokojnie – w „Niemożliwej fortecy” takowych nie ma…

Historia „Niemożliwej fortecy” rozpoczyna się w maju 1987 r., w czasach, gdy „Bernard Goetz miał proces za zastrzelenie czterech młodych ludzi w podmiejskim pociągu. Gary Hart zrezygnował z kampanii prezydenckiej po przyznaniu się do romansu z Donną Rice. Coraz więcej ludzi umierało na tajemniczą chorobę AIDS.” A Billy Marvin z małego miasteczka Wetbridge, w stanie New Jersey, książkowy protagonista i zarazem narrator, po chwili dodaje: „Nie znałem szczegółów tych historii i tak naprawdę mało mnie obchodziły. Interesowały mnie tylko czasopisma dotyczące oprogramowania komputerowego.” Bo chociaż w szkole radzi sobie bardzo przeciętnie, mając chociażby ogromne problemy z przedmiotem o nazwie „skały i strumienie”, to będąc w domu, z powodzeniem programuje gry wideo na swoim Commodorze 64, jak również nie wyobraża sobie wolnego czasu bez towarzystwa dwóch czternastolatków, swoich kumpli i rówieśników: Alfa (nie tylko imieniem, ale i wyglądem przypominającego słynnego kosmitę z telewizyjnego show) i Clarka (przykuwającego uwagę wszystkich dziewcząt przystojniaka z pewnym fizycznym defektem). Urządzają oni dysputy o popkulturze, maratony z grą Monopol, nieskończone godziny przed telewizorem, wypady do kina czy beztroskie przejażdżki na rowerze. Sielankę trzech licealistów burzy pojawienie się nowego wydania Playboya, w którym można podziwiać samą Vannę White – ukochaną i dumę wszystkich Amerykanów, prowadzącą popularny program telewizyjny „Koło Fortuny”.

22 kwietnia 2017

Opus magnum nr 1: Warszawskie chłopaki / Leopold Tyrmand "Zły"

*
Z cyklu: 
Miło mi pana poznać…
Leopold
TYRMAND


Osią tej recenzji jest pytanie: Co sprawiło, że ta konkretna książka Tyrmanda okazała się najpoczytniejszym kryminałem napisanym w czasach PRL-u oraz największym sukcesem wydawniczym powojennej prozy polskiej?



**
W wielu ojczyzny zakamarkach,
Przykryte kurzem i paletami,
Świecą się gwiazdy literatury,
Świecą się latami.




Wcześniej tylko słyszałem o Tyrmandzie. Na „Złego” trafiłem a propos przeglądania jakiegoś zestawienia typu Top10, a że akurat miałem wielką ochotę na starszy kryminał, w dodatku polski – tak zaczęła się moja przygoda z twórczością pisarza.  7 stron brudnopisu - tyle uzyskałem przy okazji pisania o tej książce, uprawiając swój myślowy freestyle. Ja już poznałem odpowiedź na postawione wyżej pytania o przyczyny sukcesu „Złego” - mnie przekonywać nie trzeba - pozostaje mi tylko zachęcić Was do lektury, udowodnić wartość utworu. Pytanie dla mnie brzmiało: Jak potencjalnemu czytelnikowi przedstawić tę książkę możliwie zwięźle i obiektywnie, czyli z jedną wadą i mnóstwem zalet? 

Nakreślmy klimat „Złego”. Zarysujmy czas i miejsce akcji. 
„W gigantycznym oddechu budowlanym, jakim wznosiła się pierś Warszawy tych lat, świeżo postawiony gmach, bez tynków i schodów, zaludniany bywał przez użytkowników. To była reguła, wynikająca logicznie ze zdrowego głodu odbudowy.”
Uwaga! Uwaga! Warszawa (lat 50.) w rozkroku: blizny wojny, a więc rumowiska, a jednocześnie, wciąż gorące wspomnienia historycznego gwałtu, zmieszane z oczekiwaniem na nowe, na to, co zastąpi ruiny, a wszystko podszyte obawą o przyszłość. Wielkie spustoszenie: stosy cegieł i hałdy gruzu sformowane przez buldożery; „rozbebeszone posesje i place budowy”, „niskie piwnice, ciągnące się załomami, zatłoczone starym szmelcem i wszelkiego rodzaju śmieciem”, „pusta czerń wąwozów ulicznych z jarzącymi się tu i ówdzie wejściami do pieczar-knajp”, w tle zaś „największy plac Europy” oraz niegotowy jeszcze Pałac Kultury i Nauki.  
Słowem, ruiny skonfrontowane z odbudową, nieustanne wędrówki po zgliszczach i gruzach albo wspinaczki po resztkach kamienic, do mrocznych kryjówek, gdzie kryją się… No właśnie, kto?!
„Były to lata, gdy przed społecznością dźwigającej się z ruin Warszawy stanął groźny problem chuligaństwa. Problem ten rozrastał się do rozmiarów choroby społecznej, prawdziwej klęski, z każdym rokiem przybierał na masowości.”

I pojawia się Zly, i Kudłaty. Obaj to skupiska wielkiej mocy, tyle że o przeciwstawnych ładunkach, obaj mocarni, nieodgadnieni, wręcz mityczni, koncentrują wokół siebie grono zwolenników – to „zawodnicy robiący różnicę”, dzięki nim można zyskać przewagę na warszawskiej szachownicy, gdzie bój toczą dobro i zło, a stolica tylko patrzy. 
Tytułowy Zły to nierozpoznawalny, bezlitosny mściciel, który w obronie pokrzywdzonych mieszkańców Warszawy wypowiada wojnę stołecznym przestępcom i chuliganom skupionym wokół Kudłatego. 
Zły i Warszawa jak Batman i Gotham, albo Spiderman i Nowy Jork? Skojarzenia jak najbardziej na miejscu a przecież jest też kolejne podobieństwo: obrońca i bohater uciśnionych, a jednak nieakceptowany przez organy ścigania. Państwo niweczy wszelkie oddolne inicjatywy obywateli, ściga Złego za to, że pomaga sam, nie czekając na śledztwa ani oficjalne pozwolenia. Postrzega się go tak samo, jak przestępców, których zwalcza. 

Tyrmand napisał powieść o polskim superbohaterze, dał ludziom to, czego wcześniej nie było; postać, stworzoną wprawdzie kilkadziesiąt lat temu, ale wciąż zasługującą na miano kultowej. I czynił to - paradoksalnie - na wiele lat przed swoimi przenosinami do Stanów Zjednoczonych – mekki superbohaterów.

17 kwietnia 2017

Tak, to napisał facet / William Wharton "Spóźnieni kochankowie"

*


„Spóźnionych kochanków” poleciła mi, dość niespodziewanie, pewna osoba, a dokładniej mój książkowy przyjaciel, z którego zdaniem się liczę. Do tej pory nie mogłem narzekać na podsuwane propozycje, stąd też zabrałem się do lektury. Miała to być odskocznia od gatunków, po które sięgam zazwyczaj, tj. kryminałów, thrillerów, fantastyki naukowej oraz dzieł klasycznych. Rzeczywiście, nigdy wcześniej nie czytałem podobnej książki. Było to dla mnie – otwartego na nowe - coś zupełnie innego. Nie żałuję ani trochę!



Napisana w 1991 r. Akcja książki toczy się w 1975 r. w Paryżu. Główni bohaterowie to Jacques i Mirabelle. 
„Jack- amerykański biznesmen - porzuca świat interesów, aby na powrót odkryć swoje życie, malując ulice Paryża i żyjąc jak kloszard. Spotkanie z Mirabelle, niewidomą siedemdziesięcioletnią kobietą, odmienia całe jego życie. Związek, który się między nimi rodzi”… nazwałbym wielowymiarowym.

Za narrację „odpowiedzialny” jest Jacques/Jack, przez co, opowiadana historia jawi się jako jeszcze bardziej prawdziwa, intymna i wciągająca. Przy czym, Mirabelle także „zabiera czasem głos” w tzw. „Marzeniach w mroku”, które znajdują się na końcu rozdziałów. To, moim zdaniem, nader istotne dla całej książki fragmenty. Niesamowicie szczere i bezpośrednie.

Historia zmusza do refleksji, do zatrzymania się na chwilę, wyłączenia z pędu do kariery i pochylenia nad rzeczami trywialnymi. To książka o przewartościowaniu życia, o rozkładaniu go na czynniki pierwsze, bo to, co pierwotne smakuje najlepiej. Wharton uświadamia jak normalni ludzie (ze zdrowym wzrokiem) są ślepi. Widzą tylko ułamek tego, co jest do zobaczenia. 
„Spóźnieni kochankowie” odnoszą się również do życia w ciemności i upadku jednostki, a z drugiej strony do jej odbudowy oraz kwestii zaufania drugiej osobie. Porusza się motyw nie tylko miłości do drugiego człowieka, ale również do zwierząt, muzyki, a nawet do jedzenia…