Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kontynuacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kontynuacja. Pokaż wszystkie posty

14 lipca 2017

Podróż i przygoda / Ransom Riggs „Miasto cieni”

Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska    *









Jak najkrócej scharakteryzować „Miasto cieni” Ransoma Riggsa? PODRÓŻ I PRZYGODA. Albo inaczej: podróż, której efektem będzie fascynująca i wyjątkowo osobliwa przygoda.









Kontynuacja „Osobliwego domu pani Peregrine” (recenzja tutaj) rozpoczyna się tym samym zdjęciem, którym skończyła się część pierwsza, a więc z marszu powracamy w głąb tej osobliwej historii. Miałem wręcz wrażenie, że autor napisał od razu dwie części – około 700 str. - a potem jakby gdyby wziął nożyczki i przygotowany materiał przeciął mniej więcej na pół. Argumentem za jest też fakt, iż poziom, jak i styl Riggsa w ogóle nie uległy zmianie. Jednak charakter książki i zmiana akcentów już tak.

Proporcje gatunkowe przechylają się w stronę baśni, przynajmniej w początkowej fazie i to też dla mnie osobiście nie było idealne rozwiązanie, choć trzeba przyznać, iż autor rozsądnie dozuje dawkę danego gatunku.

Osobliwą gromadkę nie tylko pozbawiono domu – symbolu ostoi i bezpieczeństwa, ale także ukochanej pani Peregrine – ich opiekunki i mentorki. Mali bohaterowie zmuszeni są wyjść z dotychczasowej strefy komfortu, zdani tylko na siebie, w długiej i wyczerpującej podróży w nieznane. Niewątpliwą cechą „Miasta cieni” jest to, iż niemal każda z osobliwych postaci otrzyma przysłowiowe „pięć minut” na to, aby wykazać się swoimi umiejętnościami, a tym samym dopomóc grupie w dalszej wędrówce.

13 czerwca 2017

Przedpremierowo: Powrót do domu / Stefan Darda "Nowy dom na wyrębach"

„Odetchnął głęboko upalnym powietrzem wczesnego sierpniowego popołudnia i postanowił, że raz na zawsze musi przeciąć nić szaleństwa, która ostatnimi czasy nie pozwalała mu swobodnie oddychać.”

Stefan Darda powraca z nową powieścią grozy, która fabularnie mocno nawiązuje do debiutu pisarza („Domu na wyrębach”) z 2008r. W ciągu minionych 9 lat autor wydał wiele pozycji na czele z bardzo dobrym cyklem „Czarny Wygon”, w jego dorobku pojawił się także zbiór opowiadań, a nawet thriller pt. „Zabij mnie tato”, jako próba sprawdzenia się w innym gatunku. Jednak a propos najnowszego tytułu nie sposób nie odnieść się do pierwszej książki pisarza, a także naturalne wydają się być wszelkie porównania „Domu na wyrębach” z „Nowym domem na wyrębach”.

W przypadku tej książki wskazana jest znajomość dzieła z 2008 r. Nie chodzi tu tylko o zbieżność tytułów, ale przede wszystkim o umiejscowienie akcji, występujących w obu pozycjach bohaterów oraz przeplatające się wątki fabularne. Z debiutem Stefana Dardy zapoznałem się już jakiś czas temu. Jednak, aby odświeżyć sobie wszelkie szczegóły, imiona czy finalne rozstrzygnięcia, nie czytałem ponownie całości. Wystarczyło mi przypomnienie ostatnich kilkudziesięciu stron. Wtedy to owa historia ponownie stała się aktualna dla omylnej ludzkiej pamięci i z ciekawością mogłem oddać się lekturze „Nowego domu na wyrębach”. 

Ci, co czytali, z pewnością pamiętają, jak skończył się debiutancki „Dom na wyrębach” - bardzo pesymistycznie i przejmująco, pisząc wprost. Ale chodzi mi też o konkretne miejsce, w którym zastaliśmy Huberta po raz ostatni. Otóż następuje kontynuacja tej właśnie sceny z 19 marca 1996r. Od tego zaczyna się ta nowa-stara historia. A zaczyna się w tytułowych Wyrębach - „w maleńkim, otoczonym przepastnymi lasami przysiółku” - wśród pięknych, dziewiczych krajobrazów Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego.

Główny rdzeń akcji ma miejsce w sierpniu i wrześniu 1996 r. W centrum wydarzeń znajduje się rodzina Kosmalów, czyli Hubert z żoną Danusią i dwójką synów: Tomkiem i Michałem. To wokół nich będzie się najwięcej dziać, to ich losy czytelnik będzie śledził. Przypomnę tylko, że Hubert to przyjaciel zmarłego Marka Leśniewskiego, który w spadku przekazał mu wszystkie swoje rzeczy, w tym m.in. dom na wyrębach. Nie wolno też zapomnieć o postaci Ewy Firlej – znajomej z pracy Huberta i osoby, dla której Marek był kimś znacznie bliższym.

„Minęło kilka miesięcy od dnia, w którym Hubert Kosmala po raz ostatni odwiedził Wyręby, jednak wydarzenia, które miały tam miejsce na początku 1996 roku, zaczynają coraz mocniej odbijać się na jego życiu prywatnym i zawodowym. W pewnym momencie uświadamia sobie, że ucieczka od opuszczonego domu i związanych z nim wyrzutów sumienia to droga donikąd, wyjeżdża więc na jakiś czas do Wyrębów, aby zmierzyć się z własnymi demonami i odzyskać spokój ducha.”