Im
głębiej, tym lepiej. Szczęście pochodzi z naszego środka, zdaje się mówić Dawid
Lynch w swojej książce. Pomysły porównuje do ryb, a pragnienie – do przynęty. Wbrew
pozorom, początkowo wcale nie myślał o karierze filmowca, a jego stosunek do
medytacji transcendentalnej, której w swym dziele poświęca wiele uwagi, był sceptyczny.
Towarzyszyły mu też negatywne emocje; często brakowało środków finansowych na
realizację artystycznych wizji. Lynch dzieli się z nami swoim (wielkim)
doświadczeniem, anegdotami, refleksjami odnośnie procesu twórczego. Przyznaje
się do błędów. Inspiruje. Znajdą się i ciekawostki, ale nawet one podporządkowane
są jednemu celowi – wykorzystaniu w pełni swojego potencjału, wzbudzaniu
kreatywności. Bo „im głębiej docieramy,
tym więcej szczęścia zyskujemy, aż urzeczywistnimy stuprocentową, czystą
rozkosz.”
