Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Roth. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Roth. Pokaż wszystkie posty

23 września 2017

początek, Środek, stent, Koniec / Philip Roth “Everyman”

Dziś o dziele autora uważanego za jednego z najwybitniejszych i najpopularniejszych XX-wiecznych prozaików amerykańskich, wymienianego jednym tchem obok takich nazwisk jak D. DeLillo, J. Updike, T. Pynchon czy C. McCarthy.

To moje drugie – po „Nemezis” - spotkanie z Philipem Rothem. Prawdę mówiąc, sięgnąłem po tę książkę (tak szybko) ze względu na (małą) objętość oraz przykuwającą uwagę okładkę. Jak moje niecne motywacje okazują się płytkie, tak na szczęście zawartość tej krótkiej historii porównać można do dwumetrowej głębokości basenu. Innymi słowy, jest się gdzie zanurzyć. To gorzkie odmęty życia.


W jednych z najpiękniejszych, uważam, wersów, jakie ostatnimi czasy spłodziła popkultura, zawiera się istota „Everymana”. W „I Am Mine” Eddie Vedder śpiewa, a właściwie deklamuje, owe znamienne słowa: 

I know I was born and I know that I'll die 
The in between is mine 
I am mine

To nie tylko treść tej noweli, to również moje credo, które noszę od dawna głęboko w sercu, bo skoro majsterkowanie przy początku i końcu leży poza kompetencjami człowieka, zostaje mu (tylko) środek. Czym więc wypełnił go nasz Everyman? Jaka była jego droga ku ostatniemu przystankowi? Słodka, z czasem słona, a im bliżej końca, tym bardziej gorzka…