![]() |
| * |
„Własne życie wydaje mu się
sekwencją groteskowych póz pozbawionych jakiegokolwiek celu, magicznym tańcem
bez wiary.”
„Przez cały dzień trzymało go z
dala od domu przekonanie, że gdzieś czeka na niego coś lepszego”
John
Updike był amerykańskim pisarzem i poetą, autorem realistycznych powieści z
życia amerykańskiej małomiasteczkowej klasy średniej, który jako jeden z
trzech, obok Tarkingtona oraz Faulknera, otrzymał nagrodę Pulitzera więcej niż
raz. Zasłynął serią o Króliku, którego prawdziwe imię to Harry Angstrom. „Uciekaj,
Króliku” rozpoczyna ów cykl, zaś kolejne części („Jesteś bogaty, Króliku” oraz „Królik
odpoczywa”) wyróżniono właśnie wspomnianą nagrodą.
W
„Uciekaj, Króliku” obserwujemy z dystansu codzienne zmagania z problemami rzeczywistości
przeciętnego amerykańskiego obywatela, jakim jest młody Harry „Królik”
Angstrom. Pewnego dnia ten mąż i ojciec, przytłoczony codziennością i pod
wpływem IMPULSU, postanawia porzucić wszystko i wszystkich i uciec. Z tyłu
książki znalazłem tak piękne sformułowanie, że aż przytoczę: „Królik ucieka
przed jałową egzystencją typu konsumpcyjnego, przed wegetacją, w której
gimnastyka seksualna zastępuje uczucia”.
Updike
zaprezentował chyba najbardziej żałosną próbę UCIECZKI, z jaką spotkałem się w
literaturze. Jego tytułowy Królik nawet uciec nie potrafi, bo zamiast udać się do innego miasta tudzież stanu, on zmienia miejsce pobytu ledwie o kilka przecznic. Tym samym zabiera
mi nadzieje na podróż bohatera po Ameryce i dążenie do zdefiniowania siebie,
odnalezienia odpowiedzi na odwieczne pytania. Fabuła obiera jednak inny
kierunek, wpisany, jak się potem okaże, w główny nurt książki. I tu wspomnę, że
przynajmniej pierwsza część utworu kojarzy mi się z cenionym przeze mnie filmem
„Fargo” braci Coen.
