Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ironweed. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ironweed. Pokaż wszystkie posty

8 października 2017

Lubimy Uciekać, Możemy Powracać / William Kennedy „Chwasty”

Trafiłem na tę konkretną książkę przeglądając z ciekawości listę zdobywców Nagrody Pulitzera. „Chwasty” to laureat za rok 1984, o którym w Polsce było i jest cicho. Tym bardziej więc chciałem zapoznać się z tą historią. Niedługo potem obejrzałem też ekranizację. Nie żałuję żadnego z wyborów, to dzieło – choć przygnębiające i momentami chwytające za serce - o którym warto mówić, ale jednak do wielkości – mierzonej Pulitzerem – czegoś zabrakło.

Nie zabraknie natomiast na kartach powieści słowa „lump”, które okazuje się tym najczęściej w „Chwastach” powtarzanym i odmienianym. Wywołując ów wyraz, wywołamy także głównego bohatera, Francisa Phelana, który „w Halloween 1938 roku powraca do rodzinnego miasta Albany, które porzucił w dramatycznych okolicznościach przed dwudziestu laty”.


Przez te 22 lata Francis mieszka na ulicy. Jest żyjącym chwilą lumpem, pijakiem i wyrzutkiem bez stałego miejsca zamieszkania. Właściwie nie pracuje, czasem tylko trafi się jakaś mała fizyczna robótka (na cmentarzu albo jako pomocnik złomiarza), której podejmuje się nie tyle po to, by mieć, co włożyć do ust, ile wlać do spragnionego uzależnieniem gardła. Mały grosz, wpadający okazyjnie do przetartej, brudnej kieszeni, idzie właśnie na alkohol. Od lat włóczy się po świecie w towarzystwie innych pariasów (m.in. z partnerką Helen). Czasem, w celu chwilowego zaspokojenia głodu miską gorącej zupy albo wymianie zniszczonej do cna części garderoby (nawet zdobycie „nowej”, używalnej sznurówki wykracza poza jego możliwości) lub przespania się w humanitarnych warunkach, zachodzi do schroniska. Ale nie na długo – pijanym wstęp wzbroniony. Zazwyczaj więc śpi na łonie natury, w krzakach lub w kartonowym lokum pod mostem, żywiąc się albo wspomnianą zupą, albo śmietnikowymi specjałami. I tak mniej więcej prezentuje się recepta na udany dla lumpa dzień: przespać się, zbytnio – jeśli to w ogóle możliwe – nie zmarznąć, połknąć cokolwiek, poszwendać się z ziomkami, a przede wszystkim zalać smutki wysokoprocentowym trunkiem, uciec w delirium do depczącej po piętach, paskudnej przeszłości i niedużo lepszej przyszłości.

„-Co mu się stało?
-Upadł.
-Gdzie upadł?
-Upadł na ziemię.
-Do diabła, ja upadam na ziemię dwa razy dziennie i jeszcze żyję.
-Tak ci się tylko wydaje – powiedział Francis.”