27 maja 2017

Wielka uczta u Dennisa / Dennis Lehane „Rzeka tajemnic”

Z cyklu: 
Warto znać. Przyjemnie czytać.

Dennis LEHANE


Z Dennisem Lehanem po raz pierwszy spotkałem się w 2011 r. za sprawą „Wyspy skazańców”. Wówczas zupełnie nie interesowało mnie nazwisko twórcy, a po książkę sięgnąłem wyłącznie ze względu na zarys fabuły, który jawił się jako idealnie dopasowany pod moje czytelnicze gusta. Książka spełniła oczekiwania. Jednak musiało minąć kilka lat, nim inicjały D.L. na stałe wryły mi się w pamięć. Było to przy okazji następnego tete-a-tete z rodowitym bostończykiem, gdy sięgnąłem po opus magnum pisarza. Z niekłamaną przyjemnością przedstawiam Ci, drogi czytelniku, „Rzekę tajemnic”.

W przypadku tej książki aż cisną się na usta słowa jednej piosenki, mimo że nie została włączona choćby do ścieżki dźwiękowej filmu, powstałego na podstawie wersji literackiej.  Ten utwór to "Pyramid Song" grupy Radiohead:

I jumped in the river, what did I see?
Black-eyed angels swam with me
A moon full of stars and astral cars
And all the figures I used to see.

*                     Dennis Lehane
Akcja powieści rozgrywa się w Bostonie – to absolutna norma w przypadku twórczości pisarza. Boston to po prostu bastion Lehane’a, analogicznie jak Nowy Jork Doctorowa, Londyn Dickensa, a powojenna Warszawa Tyrmanda. Zaczynamy od spotkania z trójką nastoletnich kumpli: Jimmym, Seanem oraz Davem którzy spędzają ze sobą mnóstwo wolnego czasu, np. grając na ulicy w hokeja. Podczas jednej z takich zabaw, przy chłopcach zatrzymuje się czarny samochód z dwoma mężczyznami w środku, do którego wsiada Dave. Wraca on dopiero po czterech dniach, ale to już nie jest ten sam dzieciak i nigdy nie będzie. To, co go spotkało pozostaje na wyłączność jego wiedzą. Mija dwadzieścia pięć lat. Losy trójki bohaterów splatają się ponownie. Dochodzi do morderstwa córki jednego z nich. Nieodgadniona przeszłość domaga się wyjaśnień.

Książkę tę, z wypiekami na twarzy, przeczytałem na początku 2015 r. Mniej więcej w tym okresie założyłem też konto na jednym z portali czytelniczych i sporządziłem opinię właśnie o „Rzece tajemnic”, będąc pod jej ogromnym wrażeniem. Był to tekst napisany spontanicznie, od serca. Zdominowany przez emocje, bo inaczej być nie może po lekturze takiej książki. Nie pokażę  go Wam w swojej oryginalnej, pierwotnej formie, ponieważ mimo że, mam do niego ogromny sentyment, był zwyczajnie prymitywny, zważywszy na to, iż stanowił moją debiutancką portalową opinię oraz to, że nijak miał się do tego, jak piszę teraz. W poniższej recenzji wykorzystam tylko pewne fragmenty wersji sprzed ponad dwóch lat. Nie bez powodu wspomniałem wyżej o sentymencie, ponieważ krótki tekst o jednej z moich ulubionych książek, w dodatku pierwszy w nowym miejscu, zdobył o dziwo mnóstwo punktów od czytelniczej społeczności i jak zaobserwowałem, zachęcił wielu do jej przeczytania, a to cieszy mnie podwójnie.

Wracając do zawartości dzieła Lehane’a, zacznę od jego ewentualnych słabości, gdyż tak będzie zdecydowanie krócej i prościej. Otóż początek powieści wcale nie zapowiada tego, co wydarzy się później. Określenia takie jak: zwykły, niepozorny pasują tu jak ulał. Jest to podyktowane w dużej mierze zastosowaną perspektywą czasową fabuły. Potrzeba nieco czasu, aby „Rzeka tajemnic” wskoczyła na najwyższe obroty, a gdy to już się stanie, chwyci czytelnika z ogromną siłą i nie puści aż do samego końca. Na dowód tego, przytoczę pewne liczby: 1/3 książki czytałem 2 dni, zaś pozostałe 2/3 - 300 str. - połknąłem w 1 dzień. 

A teraz czas na zalety, plusy, mocne strony, walory tudzież atuty „Rzeki tajemnic”. Będzie ich mniej więcej tyle, ile podanych wyżej synonimów jednego słowa. Doskonale sportretowani bohaterowie, wykraczający daleko poza karty książki, powiedziałbym nawet – trójwymiarowi. Sprawiają wrażenie, jakby mieszkali obok nas, tuż za rogiem, jakbyśmy znali się dobrze, dużo wcześniej niż przy okazji lektury. Nie sposób nie wyrobić sobie zdania o każdej z postaci. Z częścią będziemy sympatyzować, innych znienawidzimy. Ale nie przywiązujcie się do swoich opinii, gdyż identyczne przez całą książkę na pewno nie będą. I to losy tej garstki bohaterów, bo mowa o trójce kumpli z dzieciństwa oraz ich najbliższych, składają się na przejmującą historię, obok której nie można przejść obojętnie. Trójka bostońskich dzieciaków oddająca się beztroskiej zabawie do momentu "incydentu" z tajemniczym samochodem, który przestawi ich dorosłe życie na zupełnie nowe, niechciane tory.

Tak naprawdę wątek kryminalny, czyli próby wyjaśnienia sprawy morderstwa młodej dziewczyny, schodzi na dalszy plan. Najbardziej interesujemy się losami poszczególnych postaci. Lehane doskonale przybliża nam ich myśli, pozwala towarzyszyć w tym, co robią i zmusza do nieustannego zastanawiania się, przewidywania, kim są lub kim będą w tej mrocznej historii. Pisarz testuje wytrzymałość swoich bohaterów. Przyjdzie im zdać najważniejszy jak dotąd egzamin: z wiary w samych siebie oraz wiary w drugiego człowieka. Na końcu, a propos rozwiązania zagadki, towarzyszy nam ogromny ładunek emocji (to norma w „Rzece Tajemnic”) oraz duża dawka brutalności. Tak jakby cała opowieść niewystarczająco dała nam po twarzy. Widać, że Dennis Lehane lubi pieprz.

Mimo, że to męski świat, a faceci w rolach głównych, pod żadnym pozorem nie wolno zapominać o kobietach, których udział w „Rzece tajemnic” jest niepodważalny i znaczący. Płeć odgrywa tu znaczącą rolę. Lehane zadbał o ambiwalencje uczuć u czytelnika; jedni z was znajdą usprawiedliwienie dla postępowania danej postaci, inni kategorycznie je potępią. U bostończyka nikt nie jest dobry ani zły, na próżno szukać klarownych sytuacji. To nie tylko męski świat, ale może przede wszystkim świat amoralny – znak firmowy autora.

„Rzeka tajemnic” to dzieło niesamowicie dojrzałe „wielowymiarowa emocjonalnie i gatunkowo powieść najwyższej próby” (za: Entertainment Weekly). To rozpędzająca się machina. Dennis Lehane w trakcie lektury zaskakiwał mnie, wzruszał, oburzał, kazał zapomnieć o otaczającym świecie – robił to w biały dzień, przy otwartym oknie, letnią porą. To opowieść o uprzedzeniach, stereotypach, nieufności, zazdrości i egoizmie. Ta książka rodzi prawdziwe emocje. I to na długo.

Za co kocham tę książkę? Za mistrzowskie stopniowanie napięcia aż do niesamowitej, wbijającej w fotel kulminacji. Za mroczny i wciągający klimat. Za zawarty w niej potężny ładunek emocjonalny. Za fantastycznie nakreślonych bohaterów. Za bezpośredniość i brutalność. Za doskonały styl autora. Za to, że długo nie daje nam o sobie zapomnieć, podobnie jak „Gdzie jesteś, Amando?”. „Rzeka tajemnic” jest moralnie niejednoznaczna, zresztą jak większość dzieł bostończyka. Oferowane przez niego spektrum atrakcji i doznań jest przeogromne. W swojej kategorii dzieło kompletne.

Tylko kilka książek dostarczyło mi tak wielkiej satysfakcji, a nie zadowalam się byle czym. „Rzeka tajemnic” to kawał tak dobrej literatury, iż z pełną odpowiedzialnością zachęcam każdego do zapoznania się z nią, uprzedzając jednocześnie o czekającej na odbiorcę brutalności, agresji, zaskoczeniu, gniewie i rozpaczy. Książka ta stanowi nieodłączny i dumny element mojej domowej biblioteczki. Bez niej owa kolekcja na pewno nie byłaby tym samym.

Szkoda, że tak szybko się kończy! Szkoda, że nie ma kontynuacji!
Jeśli czytasz książki dla świetnych historii, równie świetnie napisanych - przeczytaj bez wahania! Jeśli nie, zrób to tym bardziej!  

Nie ma ideałów, są wyjątki. Ocena: 9,9/10

PS. Jeśli miałbym pokusić się o osobistą uwagę, napisałbym, że skala daru Lehane’a-pisarza jest odwrotnie proporcjonalna do jego fizjonomii.

**  Rzeka tajemnic (2003) [Mystic River]  reż. Clint Eastwood
Kilka słów o filmowej adaptacji dzieła Lehane’a pod tym samym tytułem. W roli reżysera Clint Eastwood. Trójkę głównych bohaterów zagrali: Sean Penn jako Jimmy, Tim Robbins jako Dave oraz Kevin Bacon jako Sean.
***       Sean i Jimmy
Film nie udźwignął ogromnego potencjału, jaki niesie ze sobą książka. Daleko mu do siły emocjonalnego rażenia zaserwowanego w utworze Lehane’a. Jak to bywa w tego typu przypadkach, wiele wątków z pierwowzoru zostało uciętych lub spłyconych. Mimo to mówimy o solidnej i dobrej wersji kinowej. Dla wielu z was zapewne o dziele rewelacyjnym, jednak nie dla mnie. Oczywiście książka nie ma sobie równych, a owoc pracy Eastwooda można traktować jako uzupełnienie albo okazję do zmierzenia się z bardzo dobrą grą aktorską, wprawdzie nie wszystkich, ale większości obsady.
***       Dave
Wspomnieć należy o doskonałej kreacji Tima Robbinsa, który jakby wyszedł wprost z kart książki. Nieco rozdmuchana rola Seana Penna i zupełnie mnie nie zadowalający Kevin Bacon. Dwaj pierwsi otrzymali po Oscarze: „najlepszy aktor pierwszoplanowy” - Sean Penn oraz „najlepszy aktor drugoplanowy”  - Tim Robbins. Dodam, że dziewczynę, która zostaje zamordowana, zagrała (piękna) Emmy Rossum.
****     TA SCENA !
Dla mnie jeden moment z filmu był wręcz bezcenny. Mowa o pewnej początkowej scenie, gdy trójka chłopaków odciska swoje dłonie w cemencie, ale nie wszyscy dokańczają zabawę. To był dla mnie ten brakujący element, który dopełnił obrazu literackiej „Rzeki tajemnic”. I choćby dlatego, nie tylko z ciekawości, te niecałe dwie godziny spędzone przed ekranem nie były czasem zmarnowanym. Dla mnie 7/10.

*      http://muskegontribune.com/ahfest-bringing-dennis-lehane-to-muskegon/ 
**    http://wyborcza.pl/51,75410,16077727.html?i=2&disableRedirects=true 
***   http://www.filmweb.pl/Rzeka.Tajemnic/photos/216377
**** http://www.take12tom.com/NEWSFEED.html 

6 komentarzy:

  1. Mam tą książkę i czeka w kolejce. Film oglądałam, ale aktualnie nie wiele pamiętam. Trzeba będzie nadrobić papierek :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To dobrze, że niewiele już pamiętasz, bo to tylko spotęguje odbiór książkii. Karolino, na brak emocji nie będziesz narzekać, gwarantuję :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A mnie film bardzo się spodobał, zrobił na mnie wrażenie, ale skoro książka lepsza, to chętnie i po nią sięgnę. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobrze wiedzieć, że jest taka książka. Film niezwykle mi się podobał za sprawą Kevina Bacona. Kiedyś do niej dotrę.

    https://cienwiatru.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Oczywiście, że książka jest, a wraz z nią jej autor i jego twórczość :) Jeśli chodzi o film, mamy odmienne zdanie jak widzę - mnie właśnie Bacon rozczarował. Jego rola, w porównaniu z postacią książkową, została ogromnie spłycona, niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem może nieobiektywna - podoba mi się ten aktor fizycznie i stąd tam, gdzie on gra, tam mój ogromny zachwyt. :)

      Usuń