1 kwietnia 2018

Pierwsze urodziny bloga Dobra Komplementarne [wpis okolicznościowy]


Choć bardzo świątecznie dziś, to, co powiem, nie jest żartem bynajmniej…


Mój blog – Dobra Komplementarne – doczekał się swoich pierwszych urodzin!
[1.04.17 - 1.04.18]


Z tej okazji przygotowałem dla Was: nowe logo (a nawet 2), filmik okolicznościowy (wszystko to na fanpejdżu) oraz poniższy wpis
WCZORAJ

Zaskoczę pewnie co niektórych, ale nigdy nie marzyłem o byciu stricte blogerem (a vlogerem to już w ogóle!). Blog ten powstał, by pełnić funkcję swoistego domu dla moich recenzji, wywiadów itp. Założyłem go, by dotrzeć do większej liczby odbiorców, by zyskać nowe możliwości. W ciągu 12 miesięcy niczego nie zmieniałem w jego wyglądzie. To miało być – i jest – miejsce, gdzie chętnie zaglądam (niczym miejsce pracy: albo chcesz tam chodzić, albo codziennie rano klniesz pod nosem).
Natomiast data zainaugurowania działalności bloga – kojarząca się przede wszystkim z prima aprilis – wynikała wyłącznie z faktu, iż chciałem rozpocząć od pierwszego dnia najbliższego miesiąca. Padło na kwiecień.

Pierwszy rok to dla mnie jedna wielka lekcja: zwłaszcza pierwsze miesiące stanowiły sporą niewiadomą – były niczym spacer po wielkim, nieznanym, a do tego zamglonym mieście… Nie wiedziałem, z jaką reakcją spotkają się moje teksty: czy ludzie będą do mnie zaglądać i czy przypadkiem po paru wpisach nie dadzą mi do zrozumienia, że mam zwijać swój kram (a akurat wówczas obserwowałem, jak czytelnicy dosłownie bombardowali inny, nowo powstały blog książkowy… patrzyłem i nabierałem jeszcze większej pokory). Miniony okres to również praca nad poprawą jakości swoich tekstów i satysfakcja z zauważalnych postępów; oraz poznanie wielu nowych dla mnie wydawnictw. W tym zaś (kalendarzowym) roku nie mogę bynajmniej narzekać na bieg wydarzeń, okrzepłem – samo pisanie spędza mi z powiek o wiele mniej snu niż początkowo. Bardziej za to myślę o wzbogacaniu swojej oferty, poznawaniu wartościowych ludzi z szeroko pojętej branży książkowej.

Ostatni rok to m.in. mój pierwszy książkowy blurb, bycie częścią fajnego portalu, współprace z wydawnictwami, 78 recenzji, 4 wywiady i 1 konkurs. Sądzę, że najlepszym określeniem na to, co już się stało ze mną, jako tym prowadzącym blog, i co stanie się w roku kolejnym, jest słowo: PRZYGODA.

Blogowanie okazało się dla mnie czynnością niezwykle interdyscyplinarną, bo to, prócz rdzenia: czytania i recenzowania, także kwestie związane z przygotowaniem zdjęć, marketing (np. SEO), a nawet public relations (promocja wpisu w blogosferze, a przede wszystkim codzienny kontakt z odwiedzającymi mnie czytelnikami oraz innymi blogerami). Cała ta otoczka, przyznaję, bywa męcząca, a nawet denerwująca – najlepiej, gdybym mógł koncentrować się na samych tylko książkach, a całą resztę zlecić komuś, kto w social mediach czuje się jak ryba w wodzie.

Prowadzenie bloga to jak drugi etat – uparcie przy tym obstaję, bo też tak się czuję. Jak w pracy, ale przyjemnej pracy, na swoich zasadach. Zawsze chodzi mi o jak najlepsze teksty (nie o buźkę, nazwisko czy sprzedawaną garściami za bezcen prywatność) – w tej kwestii pozostanę monotonny do bólu. I chodzi też o Was - jesteście tym dla bloga, czym fanatyczni – ale kulturalni! – kibice dla każdego widowiska sportowego. 
Michałowe gadżety
Istotą bloga są czytelnicy – to Wy nadajecie takiemu projektowi sens. Dzisiejsza data to idealny moment na podziękowanie Wam za każdy komentarz i za każdą interakcję, do jakiej doszło zarówno na blogu, jak i na fanpejdżu. I na czacie też! 
Jestem wdzięczny za mnóstwo pozytywnego feedbacku! Dziękuję!
Miałem niekłamaną przyjemność poznania co najmniej kilkunastu wartościowych osób, które niewątpliwie odcisnęły – jak najbardziej pozytywne - piętno zarówno na polu blogersko-recenzenckim, jak i tym życiowym!

DZIŚ
Dowodem tego są dziesiątki godzin rozmów tak o książkach i blogowaniu, jak i o życiu (prowadzenie bloga wpłynęło na mnie także prywatnie). Jednak czymś bezcennym dla mnie są chwile takie jak te w ostatnim czasie: najpierw przyjaciel (poznany dzięki blogowi) ożywia mój pomysł, tworząc dla mnie okolicznościowy filmik z okazji urodzin [to dla mnie wielka satysfakcja], a dziś rano inna przyjaciółka – zawsze wspierająca i wierna czytelniczka moich wypocin - przysyła mi taki oto wyraz sympatii, czyli widoczny na zdjęciu tort! Wam też życzę takich chwil!

Czego sam sobie życzę? Regularności i ciągłego samorozwoju (mam kilka planów na ten rok, ale na razie zachowam je dla siebie).

JUTRO
Gdy uporam się z bieżącymi tytułami do zrecenzowania, powrócą dzieła klasyczne. Na pewno rok ten będzie rokiem T. Capote’a. Wrócę też do swoich ulubionych pisarzy. Stęskniłem się również za (starą) fantastyką naukową, a co więcej, planuję wygospodarować czas na zagłębienie się w świat weird fiction bądź publikacje pośrednio się doń odnoszące (m.in. Kafka, Lovecraft, Truchanowski). Koło maja udostępnię recenzje książek, które w minionym roku okazały się jednymi z najlepszych – nie zabraknie „Matki Joanny od Aniołów” Iwaszkiewicza [on pojawi się najszybciej, i to w znacznie szerszym zakresie], „Gubernatora” R.P. Warrena i Capote’a ze swoją „Harfą traw, Drzewem nocy i innymi opowiadaniami”.
Jedną z ostatnich ważnych zmian jest to, iż Dobra Komplementarne otwierają się na reportaż – na blogu zaczną pojawiać się recenzje (np. 2 w kwietniu).
W minionym roku – niestety – nie pojawiałem się na imprezach książkowych. Obiecuję poprawę! Na 95% wybieram się na Warszawskie Targi Książki, m.in. po to, by spotkać się na żywo z tymi, na których wpadłem w związku z prowadzeniem bloga. Będę o wydarzeniach takich myślał i starał się na nich bywać, nie tylko duchem.

Michał LelandLester
Trochę (więcej) o mnie…
Lubię afrykańskie maski (mam kilka w pokoju), i to starałem się oddać w nowym logo bloga. Cenię sobie też kaktusy (za ich minimalizm i pragmatyzm) oraz herbatę (za jej smaki, aromaty i teinę). Ponadto niezły ze mnie introwertyk, a do tego domator, ale spokojnie – można mnie obejść i się nie zmęczyć. „Meloman” to kolejne celne określenie, jeśli chodzi o moją osobę. Zdradzę Wam przy okazji, iż jednym z utworów, który jak dotąd najbardziej mnie inspirował, był kawałek The Doors - End Of The Night. Powstało przy nim sporo przyzwoitych recenzji. Słowem – potrzebuję (odpowiedniej) muzyki, by dobrze pisać. Ale uwielbiam też ciszę!

- - > >  Posłuchaj The Doors 

…a skoro tyle Wam o sobie napisałem, czując się niemalże w negliżu, to za rok, zamiast ponownie pisać, pozostanie mi jedynie pokazać twarz. [żart] A tymczasem, by dłużej nie przetrzymywać, znajdujemy się generalnie w świątecznym okresie, dlatego życzę Wam, czytelnicy i przyjaciele:
Do zobaczenia za rok! : ]

10 komentarzy:

  1. Hmmm... teraz wszyscy z niecierpliwością czekają na przyszły rok 😛 A tak na poważnie: miło uczestniczyć w rozwoju takiego bloga i oczywiście czerpać z niego garściami 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękują z całego serducha: Michał LelandLester oraz Dobra Komplementarne!
      I do zobaczenia za rok, ok? :)

      Usuń
  2. Masz rację, że prowadzenie bloga to tak naprawdę drugi etat – też mam takie poczucie. Oczywiście jeśli chcesz to robić rzetelnie, przykładając się do tekstów, a do tego jeszcze dbając o jako-taki ruch, choćby działając w mediach społecznościowych (dawniej, kiedy jeszcze prawie żaden blog nie miał strony na fejsie, było z tym jednak trochę łatwiej). Dlatego życzę Ci energii, wytrwałości i zapału do prowadzenia swojego miejsca w sieci na tak wysokim poziomie, i rozwijania go z takim zaangażowaniem, jak dotychczas :). Gratuluję pierwszych urodzin i serdecznie pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ciekawe, co piszesz, zgadzając się ze mną, że to drugi etat, Ty, która ma dłuższy staż ode mnie i znacznie większą wprawę w blogowaniu. Sądziłem, że z każdym rokiem ciężar naszych zadań jednak maleje (bo działamy na sprawdzonych, efektywnych solucjach).
      Wydaję mi się, że kiedyś była i łatwiej, i trudniej zarazem: ciężko było się przebić, "fach' ten był mnie popularny, a i dłużej czekało się na efekty, stałą bazę czytelników, statystykie etc.
      Dziękuję Ci za odwiedziny w tym ważnym dla mnie dniu, za powyższy wpis, i za życzenia!

      Usuń
    2. Skąd! Prawdę mówiąc mam wrażenie, że przeciwnie, pracy jest coraz więcej – bo im dłużej to robisz, tym większą czujesz więź z tym swoim miejscem w sieci i z czytelnikami, a tym samym tym bardziej chcesz o nie dbać, rozwijać je, tym bardziej się starasz, wymyślasz różne niespodzianki... Zaangażowanie rośnie, a wraz z nim konieczny nakład czasu i pracy. Stąd moje ostatnie pomysły na cykle, które ruszyły, ale niestety z braku mojego wolnego czasu leżą i kwiczą. Chęci są, ale możliwości ograniczone :).

      Mam nadzieję, że Cię w ten sposób nie zniechęcam! Blogowanie to jest absolutnie cudowna rzecz, jedna z najlepszych, jakie mnie w życiu spotkały, i choć tak wiele od nas wymaga, nie mam najmniejszych wątpliwości, że warto.

      Wiesz, z tym czekaniem na czytelników i statystyki – to prawda, kiedyś to wszystko trwało dłużej, ale też nikt za bardzo o tym nie myślał. Jasne, każdy chciał być czytany, ale do statystyk zaglądało się raczej z ciekawości, nikt nie dbał o to tak obsesyjnie, jak to się robi teraz. A przebić się akurat było łatwiej, bo środowisko (mówię cały czas o blogach książkowych) było dużo mniejsze. Dziś się trochę ginie w zalewie takich samych, ale z jakichś powodów popularnych, stron wychwalających bestsellery. Raz na jakiś czas trafiam na takiego bloga, którego pierwszy raz widzę na oczy, nie widziałam go w żadnym plebiscycie, nie słyszałam o nim od żadnego z zaprzyjaźnionych blogerów, no i najważniejsze – niczym nie zachwyca, jeśli chodzi o jakość tekstów, a okazuje się, że ma dziesiątki patronatów, setki komentarzy, dziesiątki tysięcy fanów. Nie przestaje mnie to zadziwiać :).

      Tylko też zależy, co rozumiesz jako „przebicie się”. Mam na myśli to, że stosunkowo łatwo było stać się wśród innych blogerów kimś rozpoznawalnym, ale nie zdobycie jakiejś oszałamiającej liczby czytelników, bo czytelników blogów książkowych ogółem było mało. To wszystko wtedy po prostu zupełnie inaczej działało, bardziej jak taki klub książkowy, forum, niewielka, zamknięta społeczność, w której ludzie dzielili się u siebie opiniami na temat książek i dyskutowali o nich.

      Usuń
  3. Z tym drugim etatem to pełna zgoda. Ja mam nawet wrażenie, że na bloga poświęcam o wiele więcej niż tych osiem etatowych godzin, które spędzam w pracy.
    Powodzenia w blogowaniu! Ja na razie nie wyobrażam sobie nie współtworzyć tego naszego blogoksiążkowego zakątka. Dobrze mi tu, czego i Tobie życzę w kolejnych latach. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, to dobrze, że Ci dobrze :D Ważne, by ludzie tacy jak Ty przykładali istotną cegiełkę do wspomnianego zakątka ;) Sam mam nadzieję, że w swoim kolejnym roku wygodniej się w nim umoszczę i wykorzystam jeszcze bardziej jego możliwości.
      Dziękuję, Aniu, i pozdrawiam! :)

      Usuń
  4. Gratuluję rocznicy i żczę dalszych sukcesów! Oby monotonia nigdy Cię nie dopadła 😉

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo serdecznie Ci gratuluję pierwszej rocznicy założenia bloga. :-) Super rezultaty osiągnąłeś swoją ciężką pracą. Raz jeszcze gratuluję i życzę jeszcze owocniejszego kolejnego roku!

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak, coś w tym jest, że to taki drugi, choć przyjemniejszy etat. Ale nie mogę powiedzieć, żebym z tego powodu narzekała ;). Mam nadzieję, że Twój blog będzie kręcił się jeszcze intensywniej, że w następnym roku będziesz mógł pochwalić się kolejnymi sukcesami(i może większą ilością tortów ;)). Wszystko to jednak przy założeniu, że blogowanie daje Ci radość i satysfakcję :).
    A wiesz, że ja też nie pokazałam jeszcze swojej twarzy na blogu? Może wpadnę na Targi Książki i się spotkamy, takie dwa anonimy :P.

    OdpowiedzUsuń