![]() |
* |
Z
cyklu:
Warto
znać. Przyjemnie czytać.
Dennis
LEHANE
„Cisza śmierci ma w sobie element
ostateczności; jest czymś, do czego musisz się przyzwyczaić.
Ale do ciszy po
zaginionym dziecku przyzwyczaić się nie chcesz, nie chcesz jej zaakceptować i
dlatego ona na ciebie krzyczy.
Cisza zmarłych mówi: do
widzenia. Cisza zaginionego dziecka mówi: znajdź mnie.”
Czteroletnia
Amanda McCready znika ze swojego pokoju, dosłownie zapada się pod ziemię, a
cały Boston robi wszystko, aby dziewczynkę odnaleźć, najlepiej oczywiście żywą.
Wszystkim, od policji, mediów, aż po sąsiadów, zależy na pomyślnym finale
poszukiwań. Wujek i ciocia dziewczynki udają się nawet do agencji detektywistycznej
Patricka Kenzie i Angeli Gennaro po pomoc. O pełnym zaangażowaniu w sprawę nie
można natomiast mówić w przypadku matki dziewczynki, która to jakby nie zdawała
sobie sprawy z powagi sytuacji. Rozrywkowa i lekkomyślna, oto jaka jest. Możliwych
scenariuszów zniknięcia jest wiele: wykorzystanie seksualne, porwanie dla
pieniędzy czy zabójstwo. Cena znalezienia Amandy stanie się dla wielu bardzo
wysoka.
![]() |
** Dennis Lehane |
Ciężki
orzech do zgryzienia. Trudno jest mi zrecenzować „Gdzie jesteś, Amando?”. Po
tym, co spotkało mnie w „Wyspie skazańców”, a zwłaszcza „Rzece
tajemnic”, poprzeczka oczekiwań wobec autora poszybowała niesamowicie wysoko, i
dlatego przyjrzę się tej pozycji krytycznym okiem, nie odpuszczając Lehane’owi
niczego.
Akcja
powieści bardzo długo się rozkręca (o wiele dłużej niż w genialnej „Rzece
tajemnic”) i nie mogę przejść obok tego obojętnie. Około 200 str. pełzającego
tempa. I to największy zarzut wobec „Gdzie jesteś, Amando?”. Śledztwo toczy się powłóczyście z kilku
powodów. W tej niespieszności, w nastroju książki, stopniowo dociera do czytelnika
(mimo żywionej nadziei), iż prezentowana historia dobrze skończyć się nie może.
Gdybym miał porównywać pierwsze 200 str. książki z jej resztą, napisałbym, że
początkowo otrzymujemy zimne ognie, a następnie już tylko fajerwerki,
fajerwerki, fajerwerki.
Tym,
co w głównej mierze, pozwoliło mi „przetrwać” pierwszą część powieści (aby dotrzeć
do „dania głównego”) były kapitalne, autentyczne DIALOGI – jakby Lehane sam
uczestniczył w eksponowanej historii i tylko spisywał faktycznie wypowiadane
słowa. Ich naturalność rzuca się w oczy od pierwszych stron, zwłaszcza gdy
fabuła tak mozolnie się rozwija. Potem, w miarę czytania, traktujemy ich wysoki
poziom jako normę i nie zwracamy na nie już takiej uwagi, zwłaszcza że w
drugiej części „Gdzie jesteś, Amando?” będzie nas absorbowało wiele niezwykle ekscytujących
momentów.
Następna
rzecz, warta podkreślenia dla pierwszej części książki, to Boston, swoisty
bastion Lehane’a, gdyż zna go jak własną kieszeń. Pisarz doskonale oddaje
historię i klimat opisywanych miejsc. Przeprowadza nas z rozmysłem i gracją
przez wszelkie szemrane zakamarki.
„Boston: jesteśmy mali, jesteśmy zimni, ale za dobre miejsce parkingowe potrafimy zabić. Zapraszamy. Przyjeżdżajcie z rodziną.”
Wniosek?
Lehane pisarsko w świetnej formie: dialogi, opisy, anegdotki, błyskotliwy
dowcip. Doskonale oddaje charaktery i zachowania bandziorów, cwaniaczków,
bydlaków bez zahamowań. Zadowalająco odnajduje się w skorumpowanym półświatku.
Druga
część książki to naprawdę wysokie stężenie jakości i rozrywki. Zaczyna się
dziać i to wiele. Fabuła bardzo się zagęszcza i gmatwa. Jeszcze daleko przed
finałem, czytelnikowi zafundowana
zostaje swoista wizyta w „jądrze ciemności” i spotkanie z potworami w ludzkiej
skórze. Ten fragment ma ogromną moc: bestialstwo najpierw poraża, a dalej
odbiera wszelkie pokłady optymizmu.
Co
do samej zagadki kryminalnej, jest momentami ciężka w odbiorze, zmusza do
zwolnienia tempa i czytania dokładnie, aby wyłapać każdy szczegół. Lehane nie skonstruował
jej idealnie, o czym świadczą zarówno mozolny
początek, jak i kilka nieścisłości-błędów, które udało mi się znaleźć. Gdybym je
wymienił, za dużo bym zdradził.
Tworząc powieść detektywistyczną, Lehane pochylił się jednocześnie nad takimi kwestiami jak: problemy i role społeczne, patologia w rodzinie, kidnapping oraz psychologiczne umotywowanie bohaterów. Dzięki książce niejako zobligowani jesteśmy do zdefiniowania na nowo pojęcia rodziny. Autor zmusza do refleksji, odwołuje się do moralności każdego z nas i stawia szereg pytań na czele z jednym: Dlaczego świat jest aż takim szambem?
To nie jest tylko kolejne źródło rozrywki, następna zagadka do rozwiązania i zapomnienia. Lehane maksymalnie rozbudował swoje dzieło. Wykreowany świat jest autentyczny, naturalny i naprawdę mocno oddziałuje na czytelnika. Historie, które autor opowiada długo nie pozwalają o sobie zapomnieć. Dobrze jest robić sobie przerwy między kolejnymi książkami Lehane’a.
Tworząc powieść detektywistyczną, Lehane pochylił się jednocześnie nad takimi kwestiami jak: problemy i role społeczne, patologia w rodzinie, kidnapping oraz psychologiczne umotywowanie bohaterów. Dzięki książce niejako zobligowani jesteśmy do zdefiniowania na nowo pojęcia rodziny. Autor zmusza do refleksji, odwołuje się do moralności każdego z nas i stawia szereg pytań na czele z jednym: Dlaczego świat jest aż takim szambem?
To nie jest tylko kolejne źródło rozrywki, następna zagadka do rozwiązania i zapomnienia. Lehane maksymalnie rozbudował swoje dzieło. Wykreowany świat jest autentyczny, naturalny i naprawdę mocno oddziałuje na czytelnika. Historie, które autor opowiada długo nie pozwalają o sobie zapomnieć. Dobrze jest robić sobie przerwy między kolejnymi książkami Lehane’a.
„Gdzie
jesteś, Amando?” to męski, brutalny świat, zdecydowanie dla dorosłych. Gęsty,
wręcz dławiący, niejednoznaczny i amoralny. Żadne rozwiązanie nie jest w pełni
dobre, gdyż nie zaspokaja wszystkich aspektów człowieczeństwa. Uściślając, moje
uwagi (wymienione powyżej) tyczą się w głównej mierze samej intrygi-zagadki
kryminalnej. Pozostała sfer dzieła na krytykę nie zasługuje.
Tę książkę warto przeczytać choćby dla samego Lehane’a, bo bez wątpienia jest w BARDZO dobrej formie, co zauważa się już od pierwszych stron. (Pisarsko jest nawet lepiej niż w „Rzece tajemnic”, co nie znaczy, że „Gdzie jesteś, Amando?” jest lepsza w ogóle.) Bardzo możliwe, że jestem zbyt surowy w ocenie ale to wina autora, który tak skutecznie mnie wcześniej rozpieścił.
Tę książkę warto przeczytać choćby dla samego Lehane’a, bo bez wątpienia jest w BARDZO dobrej formie, co zauważa się już od pierwszych stron. (Pisarsko jest nawet lepiej niż w „Rzece tajemnic”, co nie znaczy, że „Gdzie jesteś, Amando?” jest lepsza w ogóle.) Bardzo możliwe, że jestem zbyt surowy w ocenie ale to wina autora, który tak skutecznie mnie wcześniej rozpieścił.
Ocena: 7/10
![]() |
***
Gdzie jesteś, Amando (2007) [Gone Baby Gone] reż. Ben Affleck
|
A
tak prezentuje się filmowa para prywatnych detektywów. W postać Angeli Gennaro
wciela się Michelle Monaghan, zaś Patricka Kenzie gra Casey Affleck, prywatnie brat
reżysera. Na ekranie pojawią się także Morgan
Freeman czy Ed Harris.
* http://www.empik.com/gdzie-jestes-amando-lehane-dennis,prod540075,ksiazka-p
** http://muskegontribune.com/ahfest-bringing-dennis-lehane-to-muskegon/
*** https://merlin.pl/gdzie-jestes-amando-ben-affleck/4699117/
Cholera, jak Ty świetnie piszesz! Doskonale się to czyta i choć tematyka książki nie do końca mnie interesuje, to Twoją recenzję pożarłam do ostatniej literki. Brawo!
OdpowiedzUsuńDziękuję Ci! Uwierz mi, to tylko po części moja (rzekoma) zasługa, większość braw należy się Lehane'owi. Jak się pisze o jednym z ulubionych twórców, to automatycznie jest łatwiej, ponieważ to kawał autora, a poza tym pojawia się więź między czytelnikiem/recenentem, a samym pisarzem. Może się skusisz, choćby na "Wyspę skazańców" albo rozbrajającą wręcz "Rzekę tajemnic".
OdpowiedzUsuńBardzo fajny wpis. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńCiekawie opisane. Czekam na jeszcze więcej.
OdpowiedzUsuńSuper artykuł. Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuń