17 kwietnia 2017

Świat to istne szambo. / Dennis Lehane "Gdzie jesteś, Amando?"

*

Z cyklu: 
Warto znać. Przyjemnie czytać.
Dennis LEHANE

„Cisza śmierci ma w sobie element ostateczności; jest czymś, do czego musisz się przyzwyczaić. 
Ale do ciszy po zaginionym dziecku przyzwyczaić się nie chcesz, nie chcesz jej zaakceptować i dlatego ona na ciebie krzyczy.
Cisza zmarłych mówi: do widzenia. Cisza zaginionego dziecka mówi: znajdź mnie.”



Czteroletnia Amanda McCready znika ze swojego pokoju, dosłownie zapada się pod ziemię, a cały Boston robi wszystko, aby dziewczynkę odnaleźć, najlepiej oczywiście żywą. Wszystkim, od policji, mediów, aż po sąsiadów, zależy na pomyślnym finale poszukiwań. Wujek i ciocia dziewczynki udają się nawet do agencji detektywistycznej Patricka Kenzie i Angeli Gennaro po pomoc. O pełnym zaangażowaniu w sprawę nie można natomiast mówić w przypadku matki dziewczynki, która to jakby nie zdawała sobie sprawy z powagi sytuacji. Rozrywkowa i lekkomyślna, oto jaka jest. Możliwych scenariuszów zniknięcia jest wiele: wykorzystanie seksualne, porwanie dla pieniędzy czy zabójstwo. Cena znalezienia Amandy stanie się dla wielu bardzo wysoka.

**           Dennis Lehane 
Ciężki orzech do zgryzienia. Trudno jest mi zrecenzować „Gdzie jesteś, Amando?”. Po tym, co spotkało mnie w „Wyspie skazańców”, a zwłaszcza „Rzece tajemnic”, poprzeczka oczekiwań wobec autora poszybowała niesamowicie wysoko, i dlatego przyjrzę się tej pozycji krytycznym okiem, nie odpuszczając Lehane’owi niczego.

Akcja powieści bardzo długo się rozkręca (o wiele dłużej niż w genialnej „Rzece tajemnic”) i nie mogę przejść obok tego obojętnie. Około 200 str. pełzającego tempa. I to największy zarzut wobec „Gdzie jesteś, Amando?”. Śledztwo toczy się powłóczyście z kilku powodów. W tej niespieszności, w nastroju książki, stopniowo dociera do czytelnika (mimo żywionej nadziei), iż prezentowana historia dobrze skończyć się nie może. Gdybym miał porównywać pierwsze 200 str. książki z jej resztą, napisałbym, że początkowo otrzymujemy zimne ognie, a następnie już tylko fajerwerki, fajerwerki, fajerwerki.

Tym, co w głównej mierze, pozwoliło mi „przetrwać” pierwszą część powieści (aby dotrzeć do „dania głównego”) były kapitalne, autentyczne DIALOGI – jakby Lehane sam uczestniczył w eksponowanej historii i tylko spisywał faktycznie wypowiadane słowa. Ich naturalność rzuca się w oczy od pierwszych stron, zwłaszcza gdy fabuła tak mozolnie się rozwija. Potem, w miarę czytania, traktujemy ich wysoki poziom jako normę i nie zwracamy na nie już takiej uwagi, zwłaszcza że w drugiej części „Gdzie jesteś, Amando?” będzie nas absorbowało wiele niezwykle ekscytujących momentów.
Następna rzecz, warta podkreślenia dla pierwszej części książki, to Boston, swoisty bastion Lehane’a, gdyż zna go jak własną kieszeń. Pisarz doskonale oddaje historię i klimat opisywanych miejsc. Przeprowadza nas z rozmysłem i gracją przez wszelkie szemrane zakamarki.
„Boston: jesteśmy mali, jesteśmy zimni, ale za dobre miejsce parkingowe potrafimy zabić. Zapraszamy. Przyjeżdżajcie z rodziną.”

Wniosek? Lehane pisarsko w świetnej formie: dialogi, opisy, anegdotki, błyskotliwy dowcip. Doskonale oddaje charaktery i zachowania bandziorów, cwaniaczków, bydlaków bez zahamowań. Zadowalająco odnajduje się w skorumpowanym półświatku.


Druga część książki to naprawdę wysokie stężenie jakości i rozrywki. Zaczyna się dziać i to wiele. Fabuła bardzo się zagęszcza i gmatwa. Jeszcze daleko przed finałem, czytelnikowi  zafundowana zostaje swoista wizyta w „jądrze ciemności” i spotkanie z potworami w ludzkiej skórze. Ten fragment ma ogromną moc: bestialstwo najpierw poraża, a dalej odbiera wszelkie pokłady optymizmu.
Co do samej zagadki kryminalnej, jest momentami ciężka w odbiorze, zmusza do zwolnienia tempa i czytania dokładnie, aby wyłapać każdy szczegół. Lehane nie skonstruował jej idealnie, o czym świadczą zarówno mozolny początek, jak i kilka nieścisłości-błędów, które udało mi się znaleźć. Gdybym je wymienił, za dużo bym zdradził.  

Tworząc powieść detektywistyczną, Lehane pochylił się jednocześnie nad takimi kwestiami jak: problemy i role społeczne, patologia w rodzinie, kidnapping oraz psychologiczne umotywowanie  bohaterów. Dzięki książce niejako zobligowani jesteśmy do zdefiniowania na  nowo pojęcia rodziny. Autor zmusza do refleksji, odwołuje się do moralności każdego z nas i stawia szereg pytań na czele z jednym: Dlaczego świat jest aż takim szambem?

To nie jest tylko kolejne źródło rozrywki, następna zagadka do rozwiązania i zapomnienia. Lehane maksymalnie rozbudował swoje dzieło. Wykreowany świat jest autentyczny, naturalny i naprawdę mocno oddziałuje na czytelnika. Historie, które autor opowiada długo nie pozwalają o sobie zapomnieć. Dobrze jest robić sobie przerwy między kolejnymi książkami Lehane’a.
                                                               
„Gdzie jesteś, Amando?” to męski, brutalny świat, zdecydowanie dla dorosłych. Gęsty, wręcz dławiący, niejednoznaczny i amoralny. Żadne rozwiązanie nie jest w pełni dobre, gdyż nie zaspokaja wszystkich aspektów człowieczeństwa. Uściślając, moje uwagi (wymienione powyżej) tyczą się w głównej mierze samej intrygi-zagadki kryminalnej. Pozostała sfer dzieła na krytykę nie zasługuje.
Tę książkę warto przeczytać choćby dla samego Lehane’a, bo bez wątpienia jest w BARDZO dobrej formie, co zauważa się już od pierwszych stron. (Pisarsko jest nawet lepiej niż w „Rzece tajemnic”, co nie znaczy, że „Gdzie jesteś, Amando?” jest lepsza w ogóle.) Bardzo możliwe, że jestem zbyt surowy w ocenie ale to wina autora, który tak skutecznie mnie wcześniej rozpieścił. 

Ocena: 7/10

***
 Gdzie jesteś, Amando (2007) [Gone Baby Gone]  reż. Ben Affleck
A tak prezentuje się filmowa para prywatnych detektywów. W postać Angeli Gennaro wciela się Michelle Monaghan, zaś Patricka Kenzie gra Casey Affleck, prywatnie brat reżysera. Na ekranie pojawią się także  Morgan Freeman czy Ed Harris.




*   http://www.empik.com/gdzie-jestes-amando-lehane-dennis,prod540075,ksiazka-p
**  http://muskegontribune.com/ahfest-bringing-dennis-lehane-to-muskegon/
*** https://merlin.pl/gdzie-jestes-amando-ben-affleck/4699117/

2 komentarze:

  1. Cholera, jak Ty świetnie piszesz! Doskonale się to czyta i choć tematyka książki nie do końca mnie interesuje, to Twoją recenzję pożarłam do ostatniej literki. Brawo!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję Ci! Uwierz mi, to tylko po części moja (rzekoma) zasługa, większość braw należy się Lehane'owi. Jak się pisze o jednym z ulubionych twórców, to automatycznie jest łatwiej, ponieważ to kawał autora, a poza tym pojawia się więź między czytelnikiem/recenentem, a samym pisarzem. Może się skusisz, choćby na "Wyspę skazańców" albo rozbrajającą wręcz "Rzekę tajemnic".

    OdpowiedzUsuń